Kategorie: Wszystkie | ludzie | sekcja | zadania domowe
RSS
piątek, 29 grudnia 2017

Po świętach. Balansowicze dzielnie przetrwali ten czas radości i nawet nadwyrężone podzespoły odpowiedzialne za trawienie tych wszystkich wspaniałości, nie zatrzymały ich w domu. Dzielnie dotarli na kolejne czwartkowe spotkanie.

I tu mi się przypomniało, że dziecięciem będąc, nauki w szkole pobierając, dowiedziałam się, że niejaki Król Staś, takoż czwartkowe spotkania organizował. Co prawda nie w Żaganiu, ale w Warszawie, ale też w pałacu tak jak i my, tyle że On na komnatach, a my w piwnicy. 

Jednak, jakby nie patrzeć, królewskie tradycje podtrzymujemy, czwartkowo się spotykamy i intelektualnie trenujemy zdolności  uzyskania i wykorzystania wiedzy.

Faktem jest, że Król Staś, obiady w czwartki uczestnikom spotkania serwował, a u nas obiadów niet, ale zawsze coś tam na ząb się znajdzie, więc i w tym temacie jesteśmy z Jego Królewską Mością blisko. 

Tak czy siak, Balansowicze dotarli, zadania domowe donieśli i swoimi Wigiliami, widzianymi przez obiektywy swoich aparatów, się podzielili. 

Może nie są one uduchowione wielce, ale są radosne, i wesołe jak to święta bywają.

A jakie są? ano takie! 

 

 

 

 

 

 

 

 

I takie to Wigilijne dzielenie się Balansowiczów jest, a było to ostatnie czwartkowe spotkanie w tym roku. Kolejne już za rok! :)

Z tego też powodu, pragnę, w imieniu własnym jak i wszystkich Balansowiczów złożyć Najlepsze Życzenia wszystkim tu zaglądającym. Pożegnajmy Stary Rok beż żalu, a Nowy Rok przyjmijmy z radością. Niech Stary zabierze wszystko co złe, a Nowy, przyniesie wszystko co dobre. 

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! 

BAWCIE SIĘ PIĘKNIE 

i do zaklikania w nowym, 2018 roku! 

wtorek, 26 grudnia 2017

 

Miała być wystawa i... i była!

Jak zawsze zaczęło się od "zaprowiantowania" stołów, bo wiadomo, samą kulturą nie da się żyć. Jestestwo też trzeba nakarmić i napoić!

Jak zawsze na wysokości zadania stanęła Lucynka i ciasto zapewniła, a pierogi z kapustą i grzybami, robione własnymi rękami, doniosła Kasia!

Żeby na stole coś więcej było, Naczalstwo też swoje dorzuciło i przyniosło!

 

 

 

Jak już zadbano o ciało, przyszła kolej na ducha. Nie tego co straszy, ale tego co w człowieku domaga się piękna i to piękno zostało mu dostarczone.

Otwarcia dokonano uroczyście, były mowy, pochwały i zachęta do dalszych poszukiwań pokładów talentów

(i to przez mikrofon, co by i te bardzo głęboko ukryte talenty, też dosłyszały!)

 

 

Jak już wysłuchaliśmy pochwał w temacie wiszących prac naszych, jak już podsumowano nam naszą roczną "radosną twórczość" (i to dobrym słowem), przyszedł czas na podziękowania z naszej strony.

Żeby tłoku i zamieszania nie robić, imieniu nas wszystkich, sprawę załatwiła Lucynka.

 

Co prawda, zachodziła obawa , że jak się dwie kobity całują to ...., to wiadomo "że będzie lało", ale skoro od rana już lało (i nie przestawało), to ten aspekt sprawy był nieaktualny i spokojnie można się było obściskiwać, co też Lucynka i nasza Trenerka uskuteczniały z wielkim zapałem.

 


Po części oficjalnej był czas na oglądanie prac, na rozszyfrowywanie, co też w danej pracy autor miał na myśli i autor (ten i ów) wyjaśniał.

Jak już wszystko było jasne i nasycono się kulturą, przyszedł czas na dostarczenie kalorii i nie tylko!

 


 

 

 


Gdy już wszyscy zasiedli za stołami i każdy znalazł miejsce dla siebie,

przyszedł czas na szczególne życzenia. Szczególne, bo te świąteczne, te z opłatkiem, którym to podzieliliśmy się, życząc sobie nawzajem wszelkiego dobra. Przecież święta już na progu!

No i się zaczęło! Każdy każdemu życzył jak sobie, samo dobro krążyło wokoło i a uśmiechy rozdawaliśmy niczym Lewandowski autografy!

 

 

 

 

Było więc fotograficznie, było świątecznie i było po wystawowo!

Gdy już każdy był obdarowany życzeniami i każdy wszystkich obdarował, mogliśmy wreszcie zjeść Kasine pierogi, które były znakomite, a po nich, zajęliśmy się słodkościami Lucynki (które wiadomo, rozpływały się w ustach).

Jeśli myślicie że tylko na konsumpcji nam zeszło, to się mylicie!

Wspólnie ustalono plan działania na kolejne miesiące, każdy zaproponował tematy do opracowania i na kolejne zajęcia.

Będzie co robić i czym się zająć, tym bardziej, że zapowiada się współpraca ciekawa, ale o tym, potem!

Acha! Ustalono temat kolejnej wystawy!

Będzie co oglądać, oj będzie, bo karykatury zawsze cieszyły się sporym powodzeniem, a jeśli dodamy, że będą to karykatury z ciekawymi przerysowaniami i deformacjami, to dobra zabawa zapewniona!

I tym zapewnieniem kończę na dzisiaj. Do zaczytania po czwartku!

poniedziałek, 18 grudnia 2017

 

Kolejna wystawa już tuż, tuż i zapraszamy na otwarcie, ale póki co, to przypomnę jakie to drogi do niej prowadziły. Temat ŚWIATŁEM MALOWANE" był wyzwaniem nie małym. Choć temat chodliwy i można się wykazać, to jednak łatwy nie jest.

Poczytaliśmy więc, po podglądaliśmy, wysłuchaliśmy dobrych rad i ruszyliśmy wypróbować rady w praktyce. Różnie nam to szło. Każdy w domu coś tam "dłubał". Jeden lepiej, drugi gorzej, ale z dnia na dzień szło lepiej. Najgorsze było to, że brakowało rąk!

Bo to jednocześnie trzeba było i ze światłem biegać, i za modela robić, i jeszcze się nie ruszać, by się nie rozmazać!

Prawie nie wykonalne.

Ruszyliśmy więc wspólnie w noc ciemną (bo to w nocy światło widać najlepiej) i świeciliśmy naprawdę dobrze, tyle że z malowaniem już trochę gorzej.

Ale jeśli człek się uprze, to i światłem to i owo wymaluje!

A tak wyglądało to nasze "malowanie"

 


i oczywiście się ruszyły, takie wiercipięty były one dwie!

 

miało być nastrojowo, a wyszło patriotycznie! tak to jest jak model się nie słucha!!!

 


i to mieczem świetlistym rezania dokonam!!!!



Co to znaczy odpowiednia perswazja! mamy nieporuszone zdjęcie!!!!!

 

no i jak tu malować, jak to się bractwo ciągle rozłazi po parku!!!

 

jak jedni doszli, to drudzy poszli!!! 

 

chyba za duża dostępność latarek! a może by tak pozabierać co niektóre?

 

ruszają się jakby mrówki mieli w... . mrówki chyba teraz śpią, więc?

temperament ich nosi?

 

albo to światło do ...., albo malarze do.... . tak czy siak, coś jest na rzeczy że maziamy!

 

no ładnie! Jeszcze nam kolor ktoś podwędził!

 

i tak nareszcie: prawie nie mazialiśmy, nie ruszaliśmy, wszyscy w kupie i MAMY TO!

Że nie do końca na 100%? a spróbujcie z taką liczbą niepokornych modeli, z zimnem, co to za zadki łapało, w prawie ciemnościach i na początku drogi ku idealnemu malowaniu, zrobić lepiej!

 

tak czy siak, to siadłam sobie na chwilę na ławeczce co to stała sobie, a księżyc?

 

no i teraz wszystko jasne! Nie wychodziło, bo księżyc, bojąc się konkurencji świetlnej, podrzucał nam boczne światło, które w obiektywach nam mieszało!

ALE WBREW WSZYSTKIM TRUDNOŚCIOM DO WYSTAWY DOBRNĘLIŚMY!

i wieszaliśmy co było do powieszenia, żeby było do podziwiania i oglądania.

I tak to, jedni pracowali

 


drudzy patrzyli jak jedni pracują (ale służyli też za poziomice, co by równo wisiało)


a jak źle "wypoziomowali", to musieli patrzeć na krzywe, a potem równać do pionu i poziomu!

 

A gdy wreszcie wszystko wisiało i to w pozycji należnej, można było wreszcie spojrzeć na "malowanie światłem" z dalszej perspektywy, bo wiadomo, wtedy lepiej widać!

Tak więc! My daliśmy z siebie ile mogliśmy, teraz czas na oglądających! Zapraszamy i....

BAWCIE SIĘ DOBRZE! :))

DO ZOBACZENIA 21.12. 2017 r o godz. 17.30 w Pałacu Książęcym w Żaganiu.

czwartek, 16 listopada 2017

Zdjęcie, to wyrażenie wrażeń.

Jeśli piękno nie będzie istnieć w nas samych,

to jak w ogóle będziemy mogli je zauważyć?

Ernest Hass

 


22:11, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 listopada 2017

 Dzisiejszy post jest składową naszych zadań domowych, których tematem było Święto Zmarłych. 

Myślę, że zamiast tekstów, jakie tu co tydzień poczyniam, wstawię słowa, które odzwierciedlą najlepiej to co jest zawarte w tym dniu. 


PAMIĘTAMY

Przysiadł Anioł na kamieniu, białe skrzydła złożył w odpoczynku, dłoń na dłoni oparł i zadumał się.

Jesień rozpostarła nad zmęczonym wędrowcem pożółkłe liście, zatrzymując zimne krople deszczu.

Czerwony płomień znicza, zapalony pamięcią, drży na jesiennym wietrze.

Przygarbiona kobieta, zgrabiałą dłonią zbiera z mogiły opadające liście, chłopiec z trudem dźwiga zbyt pełne wiadro wody, mężczyzna po raz kolejny zapala gasnący na wietrze znicz.

Anioł z wysokości kamiennego postumentu, przygląda się ludzkiej krzątaninie.

Ci, co pozostali, tym, co odeszli.

                                                                                                                      Baska 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Póki są w naszych sercach, żyją w naszej pamięci. 



sobota, 28 października 2017

 

 

Ten czwartek był zamalowany! Ale zanim Balansowicze zabrali się za malowanie, to podjedli, a raczej ciało dowartościowali kaloriami! Wiadomo że wiadomo nie od dzisiaj, iż słodycz ciało i rozum uszczęśliwia, więc pojedzenie Lucynkowych babeczek było jak najbardziej na miejscu.

Lucynka jak zwykle catering zapewniła, i nie tylko smakowite babeczki doniosła (własnoręcznie wyrobione, upieczone i doniesione), to jeszcze jak zwykle podane po pańsku!

 


Balansowiecze Lucynce są wdzięczni! :))))

Gdy już jestestwa zostały dopieszczone, przystąpiono do pracy.

 


Było przeglądanie prac, było przeglądanie sprzętu

 

 

A potem już tylko światło, aparat i malujemy!!!!!!!

No i sobie pomalowali! Nie tylko ogólnie, ale także szczególnie, czyli siebie!!!!

 

 

 

 

 

 

Jak widać, nie tylko pędzlem można malować, ale także światłem.

Prawda że kolorek sobie niezły rzucili? :0

I to na tyle w tej odsłonie. W kolejny czwartek będziemy prezentować Zaduszki.

Zaduma, płomień pamięci, zapach tysięcy płomieni, zatrzymane naszymi migawkami. 

Zapraszamy.



niedziela, 22 października 2017

 

Kolejne spotkanie, kolejne zadanie domowe doniesione. 

Robiliśmy jesień i zwierzaki. Temat jak rzeka, nie do wyczerpania. 

jednak bywa, że ktoś zapomniał, nie miał czasu, nie miał weny, lub w ogóle nic nie miał. 

Postanowiono takiego delikwenta "nagrodzić" fotką na blogu, z odpowiednią adnotacją. 

Taka "motywacja " ma to być. Wszyscy się zgodzili i to nawet z uśmiechem na ustach. 

Dopiero potem okazało się, że z uśmiechem, bo tym razem wszyscy z zadaniami odrobionymi dotarli!

Ale, Lucynka, dobra dusza, od razu zaoferował się z pomocą!

Zaproponowała, że podzieli się zwierzakami, które doniosła na sobie!


Faktem jest, że gdyby ktoś pstryknął Lucynkę w zwierzakach, to zadanie domowe trzeba by zaliczyć, bo nie było sprecyzowane, czy tak fauna ma być żywa, czy nie koniecznie. 

Tak czy siak, nie skorzystano, gdyż jak wspomniałam, wszyscy się popisali i donieśli co trzeba.


A jaką jesień i jakie zwierzaki upolowali?

Zobaczcie sami. Jest kolorowo, jest ciekawie i jest zwierzakowo-jesiennie. 

A o to chodziło.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I taka to jesień u nas była i takie zwierzaki upolowaliśmy. 

Nie wiem jak wam, ale mnie się podobało. I nie żebym jak pliszka, swoje ogony chwaliła(czytaj-balansowiczów), ale patrząc okiem zwykłego oglądacza, widzę i kolory, i kadry dobre no i zwierzaki jak na wystawie! 

Mam nadzieję że i Wam się podobało i skłoni do kolejnej wizyty. 

Zapraszam jak co tydzień, a póki co, to przyjemnych dni i jeszcze przyjemniejszych nocy:))))))


niedziela, 15 października 2017

 

Co może być po drugiej stronie lustra?

No właśnie! Sami mocno się zastanawialiśmy, zaglądaliśmy, bo choć zadanie niby łatwe, (zawsze można zapytać królika) to tak nie do końca. 

Wszyscy, jak jeden człowiek, uczciwie zaglądaliśmy w lustro i po za ni. 

Gapiliśmy się uczciwie i wygląda na to, że każdy z nas, zobaczył co innego. Jak to wytłumaczyć? Lustro to samo, a inne cuda w nim każdy zobaczył. 

Co prawda najbardziej widoczne były nasze głowizny, ale pomiędzy nimi coś się jednak przedostawało. Fakt, że kapelusznika nie wypatrzyliśmy, ale Alicje były aż dwie! 

Zresztą, po co klepać słowa, gdy można zobaczyć co kto widział w lustrze. A jest co oglądać:)))

 


sprostowanie! Alicja jednak królika spotkała!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I takie to obrazy w lustrze widzieliśmy! Nie! Nie piliśmy, nie paliliśmy, nie nadużywaliśmy! Tak na trzeźwo nam wyszło! 

Hmmm, czy mi się zdaje czy słyszę jakiś dialog?

" - Słuchaj! Czy ty też widzisz w tym lustrze jakieś cuda? Ja nic nie widzę. Oni się chyba czegoś napalili i nie były to chyba Viceroje! 

- obwąchałem prawie wszystkich i nic nie czułem! 


- Ciiiiii, posłuchajmy co mówią! Może nic nie widzieli tylko nas w kanał wpuszczają! 

- Myślisz?  To co jest po drugiej stronie lustra? 


- Co? wiem co jest, ale nie powiem. Nich każdy sam do tego dojdzie:)

- Ale mi powiesz? 

- Chłopie! Tobie powiem i to całą prawdę! Przecież siebie nie będę robił w balona! 

- No właśnie! Więc co jest po tej drugiej stronie?

- Kod kreskowy, co by kasjerka mogła cię za to lustro skasować!:)))))

 

A NIE PRAWDA!!!

Bo po drugiej stronie lustra jest

- SEKCJA BALANS!!!- 


 

A co jest po drugiej stronie Waszych luster???? 



Zadanie domowe dostarczone, omówione i jak zawsze umieszczone w miejscu docelowym, czyli naszym blogu.

W dzisiejszym poście nie będę się rozpisywać, bo następny w kolejce czeka do obrobienia. tak, ten jest już historią, tyle że ze względów losowych, dopiero dzisiaj wstawiony. 

Więc krótko. Spotkanie czwartkowe zaliczone, zadanie domowe odrobione i dostarczone, czego dowodem są fotografie poniżej. 

Miłego oglądania:) 

 

 

 

 

 

 


21:09, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 października 2017

I łapaliśmy punkty!

No nie, nie dosłownie i nie punkty za odwagę czy za ilość zjedzonych pączków (choć to mogłoby być przyjemne - przynajmniej w pierwszej fazie - jedzenia), ale punkty które światłość w sobie mają i nią świecą!

Tak sobie nasza Pani A. wymyśliła, takie zadanie nam dała, i z takim się balansowicze zmagali.

Trzeba było polatać wieczorową porą (tam najwięcej świecideł bywa), albo w niebo spojrzeć o różnych porach, albo pod nogi, bo tam też czasem coś błysnęło.

 

 

Reasumując!

Miało świecić - świeci! Miało błyszczeć - błyszczy! Miało być ładnie- chyba jest, prawda?

No sami spójrzcie czy nie!

 

 

 

 


J tak to dotarliśmy do szczęśliwego końca.

Było światło sztuczne, naturalne, odbite i ... hmm..., odbłyskane?

Jak zwał tak zwał, zadanie zaliczone!

Do następnego zaklikania.




piątek, 22 września 2017

Witam! To znowu ja i moja relacja z działalności "Balansowiczów"! Czwartek za nami, więc jest co relacjonować. 

Spotkanie jak zawsze w tematyce fotograficznej, ale i kulinaria też zahaczyliśmy, a raczej podjedliśmy! Tym razem Marek coś na ząb doniósł i zostało to przyjęte z dużym uznaniem.

Podjadaliśmy,  ale nie tylko.


No dobrze, poddaję się! na początku podjadaliśmy, ale co mieliśmy robić, gdy to leżało w pudełku, pachniało i prawie mówiło, "zjedz mnie, ugryź mnie, wymlaskaj mnie", no to mlaskaliśmy przeżuwając. Ale i do pracy też się zabraliśmy.

Jak wiadomo wszem i wobec (a jak nie wiadomo, to piszę otwarcie i zgodnie ze stanem faktycznym), fundusze nasza sekcja ma skromne.

Ile? tyle żeby na więcej nie starczyło, więc chcąc mieć namiot bezcieniowy, to zamiast kupić, postanowiliśmy zrobić!

A co? My nie damy radę???

Jeden kolega zrobił stelaż, druga koleżanka obszyje go czym należy, a reszta będzie podziwiać i użytkować!!!


Zobaczycie jakie foty będziemy tworzyć! Ani kawałka cienia nie będzie, ale będzie to co w namiocie do zdjęcia doniesiono!

Takie coś, prawie w przestrzeni zawieszone i mające gdzieś prawa grawitacji!

Jednak póki namiot jest w produkcji, to zajęliśmy się zadaniem domowym, którego tematem była FOTOGRAFIA Z KLIMATEM.

Jak zobaczycie poniżej, każdy miał swój klimat, swoje ulubione patrzenie na to co lubi i co mu w duszy gra.

Ale puki będzie to "poniżej", to podpowiem, że to co powyżej, to to, co się działo w czwartkowe spotkanie. Była więc dyskusja, było namiotu pasowanie, było przeglądanie wspólne zadań domowych.

No dobra, ciastka też jedliśmy, ale co? Miały się zmarnować?


Tym bardziej, że za takie zadania domowe nam się coś słodkiego należało!

 

Alicja poszła w klimaty zwierzakowe, ale można to zrozumieć, gdyż, jak ktoś miał takiego kota i wrzeszczącą mewę (jedną z kilkudziesięciu, jak nie więcej!), to trudno było się skupić na innych klimatach. Jak wakacje to wakacje!

 

Ania skupiła się na wspomnieniach z Jarmarku Michała (nie ma się co dziwić, takie koło może zakręcić w głowie) i nowego kumpla, sierściucha, którym stał się królik.

Obojgu życzymy kilimatyczności we współistnieniu!

 

Gienia wiadomo! Górskie klimaty, więc i górski tuptacz, włóczęga po szlakach, miłośniczka szczytów w chmurach, i słońca za górami.

Potrafi nie tylko pokazać to co widzi w sposób piękny, ale także dzieli się wiedzą o stronach, w których bywała.

Życzymy dalszych wędrówek po górach i dolinach i czekamy na więcej!

 

Działka to klimaty Józefa.

Jego pasja, miłość i przywiązanie do kawałka ogrodzonej ziemi, na której ma to, co mu potrzeba, owocuje kadrami, jak jabłonka jabłkami.

A że aparat ma i coraz bardziej się z nim zaprzyjaźnia, to dzięki temu mamy przegląd działalności działkowej, w słowie i obrazie.

Nie poprzestaje jednak tylko na florze, bo jak się jakaś fauna zaplącze między grządkami, to ją też skadruje! A co! jak przyszła, to do fotki i już, a gdy rowerowi się pomyli i zamiast po ziemi, to nad ziemią sobie dynda, to jego też z foci!

A co! 

 

Lucynka poszła w kwiatki.

Nie dziwię się. Ładne to to jest, nieźle się prezentuje, klimatyczność ma, kolory też, więc czego szukać więcej?

A jeśli do tego kwiatostan się lubi, podziwia i hołubi, to wywiązanie się z zadania w tym temacie nie jest problemem!

No i proszę! ładne kwiatki!

 

Marek klimatyczność znalazł pod greckim niebem, czemu się nie ma co dziwić!

Każdy by tak chciał, ale On chcenie zamienił w mienie i na dodatek podzielił się tymi klimatami z nami. Najtrudniejsze było wybranie (z tej ilości zdjęć), tych czterech, które miały tą klimatyczność reprezentować.

Wybrano to co poniżej.

Fajne, prawda?

 

Ola i pies! tak można by w skrócie opisać klimatykę Oli. Ale nie ma się co dziwić! Pies to przyjaciel człwieka, Ola jest człowiekiem, pies jest przyjacielem, więc wszystko jest tak jak należy, i pies też leży jak należy. Mieć takie łapy i umieć je pokazać, to jest coś!

 

Pajączek klimatyczność znalazła w rodzinie i roślinkach.

Po czym to widać?

A po kwiatkach, co to Jej własne latorośle donieśli, a to Mężczyzna przy kwieciu i za kwieciem, a to kwiecie bez rodziny. Indywidualnie!

Kwiatki lubi, rodzinę, wiadomo, lubi bo chce, więc i klimat się z tego utkał.

Wystarczyło w kadry to wsadzić i zadanie gotowe! cwaniara! :)

 

Leśne klimaty Wiktorii i psa.

Jest las, jest pies, są grzyby. Trzeba więcej?

No może grzybów by się zdało ciut więcej i może nie koniecznie tych czerwonych z kropkami, ale tak po za tym to wszystko gra!

Leśne klimaty z białymi kropkami na czerwonym tle.

A może odwrotnie?

 

No i zostałam ja.

Moje klimaty? Światło i cień. Lubię wyciągać to co w cieniu, a ocieniać to co w słońcu.

Można się tym nieźle bawić i przy okazji zaliczyć zadanie domowe.

Prawda że szczwanie to sobie wymyśliłam? :)

J tak to załatwiliśmy się z tematem "Klimatycznym".  Jak nam wyszło? to już jak zawsze ocenicie sami.

Jeszcze tylko dodam, iż w związku z tym, że nadal marzy nam się prawdziwe studio fotograficzne, w którym nic nie trzeba przestawiać, składać i chować i gdzie byłoby na tyle miejsca, że każdy znalazłby dla siebie i swojego statywu kawałek podłogi, poczyniliśmy pewne zabiegi, by nam się to marzenie spełniło wreszcie!

 Nie! Nie znaleźliśmy złotej rybki, która by nam załatwiła trzy życzenia (też byśmy dali radę- 1-studio, 2- komputer z dobrym internetem, 3- duży monitor), ale inny zwierzak nam się nawinął, więc też go wykorzystaliśmy!

Na pierwszy ogień poszła nasza "Trenerka" , a potem my!

Jedynie panowie się zbuntowali i powiedzieli, że oni się z tego wypisują, bo w panach nie gustują, nawet jeśli są książęcej krwi.

Cóż. Więc my, kobiety, wzięłyśmy to na klatę (czytaj pierś) i zrobiłyśmy co należało!

Czy podziała? Na razie czekamy!

Póki co, transformacji gadziej brak!

Chyba nas w kanał z tym całowaniem i księciem nie wpuszczono?

sobota, 16 września 2017

I ruszyliśmy w kolejny rok! Drugie spotkanie za nami i zadanie domowe uczciwie odrobione! 

Tak po prawdzie to za wiele nie trzeba było szukać kadrów, bo same właziły w kadr! Wiadomo! JARMARK MICHAŁA, więc nagle widać miastowych i gminnych jak tuptają z zaparciem po chodnikach, jezdniach i trawnikach. Jak kręcą głowami, inni kręcą się na karuzeli, jeszcze inni wożą się na kole (tu nasz kolega Józef dał przykład) by to co na co dzień z pozycji chodnika oglądane, oglądnąć z pozycji ptaszka w locie.

Było mydło i powidło, były vipy i naród prosty, było głośno i radośnie, a jak ktoś przesadził w jedzeniu i piciu, to bywało i żałośnie.

My (czytaj- sekciarze fotograficzni) zaglądaliśmy i tu i tam, a czasem i jeszcze dalej, lub całkiem bliżej.

Każdy na swój sposób dokumentował to co go zatrzymało, co mu w duszy zagrało, lub po prostu, to co się nawinęło i warte było zwolnienia migawki, a nie zdążyło uciec.

Myślę, że raczej całkiem przyjemnie nam to wyszło, ale czy tak, to ocenicie sami. A teraz po kolei!

Jak widać powyżej, porozumienie ponad pokoleniowe trwa nadal, wspólne przeglądanie zadania domowego także jest jak było, a po za tym, to mamy nową koleżankę Karolinę (po niebieskim odzieniu poznać Ją możecie) którą witamy i mamy nadzieję, że zostanie z nami na długo! :)


a tu, astry jesienne, kobiety wiosenne i ..., no dobra, do roboty!

JARMARK MICHAŁA czyli..., zadanie domowe na start!

 

 

 

 

 

 

 

 

I tak to wyglądał Jarmark Michała z naszej perspektywy. Jest to tylko ułamek tego co każdy z nas napstrykał, ale blog pojemność swą ma i tego się trzeba trzymać!

jak zwykle mam nadzieję, że sprawiliśmy się godnie, że nie zanudziliśmy Was, a jakby ktoś jednak przysnął to...

POBUDKA! SKOŃCZYŁO SIĘ!

THE END

(to na wypadek, gdyby jakiś inno - języczny się tu zaplątał!!)

I tym optymistycznym akcentem kończę moją relację z poczynań SEKCJI BALANS!

Do zaklikania za tydzień!


piątek, 08 września 2017

Wakacje i po wakacjach! Kolejny rok przed nami! Spotkanie czwartkowe odbyło się zgodnie z planem.



Jak co roku, to pierwsze spotkanie to omawianie przyszłych zajęć, propozycje tematów do zrealizowania, nowe pomysły, stare pomysły, i to co by się chciało dostać!

A dostać chce nam się już od kilku lat i to co nas najbardziej gniecie, to brak własnego pomieszczenia, ciasnota i prowizorka. Mamy jednak obiecane, że w remontowanym właśnie pałacyku, dostaniemy własny kąt i tego się trzymamy!!!

Może uda się zdobyć monitor, co by zdjątka oglądać w przyzwoitym rozmiarze i jakości?

Ale nawet z tymi bolączkami, humory dopisywały i spotkanie po wakacyjne cieszyło.

Nie było zmiłuj się i od razu dostało nam się zadanie domowe. JARMARK MICHAŁA należy "zrobić" i to w najlepszym stylu!

Ale przecież to jest oczywiste, że styl będzie, bo my nie tylko Balansowicze", ale i pracowite, utalentowane osoby jesteśmy!

Jakby co, to mamy dyplomy "Szkoły Talentów" do wglądu!

A "dyplomowani balansowicze" na pierwszych powakacyjnych zajęciach wyglądali tak!

 

 

 

 

 

 

 

Prawda że nic się nie zmieniliśmy? :))))

piątek, 16 czerwca 2017

 

 

Tak, tak! Kolejny rok zaliczony! Talenciaki wyszlifowały talent niby jubiler brylant i jak na taką okoliczność przystało, pochwalić się 

trzeba było. Wystawa końcowa być musi i była!

Były przemówienia na cześć, ku chwale i dla zachęty.

Chwalono nas, a my oczywiście pochwały łykaliśmy jak bocian żaby, bo niby dlaczego nie? Pracowaliśmy jak należy, powiesiliśmy jak należy (i nic nie spadło!) Żagań do rozmiarów pocztówki zmniejszyliśmy i niech ktoś nam pokaże takiego co by też tak potrafił?

Więc, Szefostwo przemawiało, a reszta jak należy,

słuchała, i gdzie trzeba, klaskała!

 

Nie zabrakło oczywiście aparatów, które trzaskały migawką, błyskały fleszami



a gdy przemówienia, podliczenia i zachęty do dalszej owocnej itd, itp. zakończono, oglądano to co wisiało, bo po to zostało to tam powieszone!

Ludzie chodzili, oglądali, a panowie z aparatami błyskali po oczach ile się dało! Bo nie tylko "balansowicze" z aparatami się obnosili, ale i fotografowie "wlozki" też tam byli, dokumentację wizualną poczynili, i dzięki temu widać, że ja też tam byłam i uczestniczyłam, a nie tylko migawkę zwalniałam!


Hura! wreszcie i ja jestem!!!

Wszystko się kiedyś kończy, więc i część "wystawowa" została zakończona. Następnie przemieściliśmy się piętro wyżej, a tam nas doceniono po całości!

Były wręczenia, gratulacje i oczywiście część artystyczna. Po zakończeniu owej, "balansowicze" zeszli do swojego ulubionego podziemia, gdzie czekał katering przez naszą Lucynkę przysposobiony. Kawę i herbatę pito, słodkościami zakąszając i rozmową dosładzając.


Tak. Kolejny rok razem i chyba to jest najważniejsze! Być z tymi z którymi czujemy się dobrze, i którzy z nami także chcą spędzać te parę chwil w tygodniu. A że przy tym zrobimy parę fajnych fotek, to tylko radość dla potomnych!

Niech wiedzą jak "balansowicze" potrafili być zadowoleni z codzienności!

A że byli, to dowód poniżej! :0


Tak więc..., ogłaszam rok szkolny 2017 za zakończony!

(ale jeszcze jedno spotkanie będzie, więc zapraszam za tydzień:) )

20:45, sekcjabalans
Link Komentarze (1) »
niedziela, 11 czerwca 2017

Ostatnie zajęcia wreszcie w świecie. No może przesadziłam z tym "światem", ale wreszcie wyszliśmy z podziemia. Ruszyliśmy na wieżę, by na Żagań spojrzeć z wyższej półki.

Ale żeby patrzeć z wysoka, trzeba na te wysokości się wdrapać. I drapaliśmy się! Trochę posapując, trochę postękując, ale weszliśmy wszyscy i nawet koleżanka Pajączek, wysłała swój lęk wysokości w czortu mać, i weszła! Zdjęcia trzaskała jak karabin maszynowy (choć z pozycji siadu) i to jest właśnie przykład, co może miłość do fotografowania poczynić!

Nie możliwe? No to patrzajcie poniżej!

Tak się zdobywa wieże!

A jak już zdobyliśmy, to każdy wyciągnął z obiektywu ile się dało i robił dalsze i bliższe widoczki.

Lecz nie byłabym sobą, gdybym przy okazji nie "ustrzeliła" swoich kamratów, ale to już "ku pamiątkowości" i dokumentacji.

Porządek w papiurach, sprawozdaniach i innych ustrojstwach być musi! Żeby nie było, że nie było! Było!

A jak się już napatrzyliśmy, napstrykaliśmy, nacieszyliśmy oko i szkiełko, to czas było zejść. Zejście było o tyle przyjemniejsze ( z pominięciem fragmentu schodów, które były utopione w czerni (czytaj, nie oświetlone) ), że zatrzymywaliśmy się, duchy na schodach pozdrawialiśmy, fotki im robiliśmy, i nawet dziękuję nie usłyszeliśmy. Jakieś źle wychowane one były, a może po polsku nie rozumiały?

Mijanym po drodze oknom też nie daliśmy spokoju i ustrzeliliśmy "widoczki z okna". A co!

potem jeszcze "wyłapaliśmy" schody w pionie i poziomie


by wreszcie wyjść na zewnętrzną, zajść wieżę od przodka, i "zrobić" kaplicę.

Byłam tam pierwszy raz, i chyba trzeba będzie tam wrócić. Na spokojnie i przy lepszym świetle. Ale i tak było na czym obiektyw zatrzymać!

Na koniec..., usiadłyśmy na schodkach, odsapywałyśmy, a ten i ów strzelał ku nam z migawki! Tak trochę na zasadzie - ty nam, to mi tobie.

Przetrzymaliśmy:)

Ale czy to dziwne? Nie! Baśki, to Baśki, i nie ma mocnych! :)

To tyle relacji z zajęć wieżowych. a jaki Żagań nam się pokazał, to już w kolejnym poście!

Do zaklikania!


poniedziałek, 29 maja 2017

Jeśli myśleliście że nas już nie ma, to melduję że jesteśmy nadal, tylko obsługa bloga (czyli ja) trochę nawalam. 

Moja wina, ale już się naprawiam, i żeby już więcej postojów takich długich nie było, podzieliłam się radością prowadzenia tej radosnej twórczości (czytaj bloga) z kolejnym balansowiczem, a ściślej, z balansowiczką. Teraz jak nie ja, to Ona coś podrzuci, by się nie nudziło i było po co tu zaglądać! 

To tyle w sprawie absencji blogowej. Co w temacie zajęć? Ano spotkanie jak zawsze w czwartek się odbyło, i poniżej przedstawiam dowód wizualny! Słowny też dorzucę, bo i słowa się tam plątały w formie dialogu).


Jak widać na załączonym obrazku, frekwencja dopisała, była młodzież, dojrzałość też się wstawiła, a i jesienni zameldowali się również. Kolega Marek, będący na chwilówce domowej, na którą zjechał aż z za wody, przytuptał, bo się stęsknił za nami, a my za nim! Dobrze jest mieć do kogo wracać i kogo witać:))))

Jak widać, Panowie mocno zajęci sobą i telefonami, ale im odpuszczono ze względu na "chwilówkę" Kolego Marka, za to inni z wolna zabrali się do pracy!

Wystawa się sama nie zrobi! Trzeba zdjęcia umieścić na tym na czym mają być, to "coś" trzeba umieścić na kolejnej płachcie brystolu, a całość wsadzić w antyramy i powiesić! Sporo roboty? Sporo, ale jak coś ma wisieć, to trzeba to porządnie zrobić i powiesić, żeby nie się nie zerwało!


Tak więc zabrano się ostro do pracy, i rączki wykonały co należało wykonać, a główki wykombinowały jak to zrobić, by było jak trzeba.

I tak w pocie czoła i z wygiętym kręgosłupem zdjęcia zostały przyklejone jak należy, a całość przygotowana do wsadzenia w ramy i do powieszenia. Ale to już w następny czwartek, bo przerobić całość od razu się nie dało. Mało czasu, kruca bomba, mało czasu było! 

A co kleiliśmy i jaki będzie temat wystawy?

To w kolejnym poście! Żebyście mieli po co tu w kolejny tydzień zaglądać! Do zaklikania:))))

23:03, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 kwietnia 2017

Wszyscy wiemy co to zebra. Zwierzak? Zwierzak też, ale asfalt też ma swoją zebrę, kiecka w paski też, i Balansowicze też. 

Mamy, paski czarne na białym, czy białe na czarnym? I tu mamy luksus! Każdy może sobie wybrać własną wersję. A ot wersja nasza! Zadanie domowe - ZEBRA.

 

 

 

 


 


I to tyle w kwestii pasków zebrowych:)

14:40, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 kwietnia 2017

A więc ..., przeciwstawności część kolejna. Tym razem przeciwko sobie staje PROSTE I KRZYWE. 

Temat niezbyt trudny, bo gdzie by nie spojrzeć, na co by nie popatrzeć,krzywizna goni krzywiznę, a proste goni proste.

No bo spójrz na siebie! Nogi proste (powiedzmy), nos prosty (powiedzmy), a już brzuszek nie do końca! Bo i tu na okrągło, i tu trochę wypukło, i już mamy proste i krzywe.

A i spoglądając przed siebie. Tu ulica prosta, a tu już ostry zakręt, tu samochodzik z prostymi podłużnicami, a za zakrętem już nie koniecznie.

I można by tak mnożyć przykłady w nieskończoność, ale nasz blog nie służy zanudzaniu odwiedzających, lecz pokazaniu naszego punktu widzenia na kolejny temat.

Tak więc nie nudźmy słowem, lecz zainteresujmy obrazem.

A czy potrafimy interesująco zainteresować?

Sami oceńcie i ..., jeśli dobrniecie do końca i nie zmienicie stronki, znaczy się że się udało.

Co? A no, pokazać i proste, i krzywe sposób który nie uspał oglądających! :))) 

zapraszamy!

 Jak widać powyżej, Alicja, umysł ścisły, postawiła na proste i krzywe w formie prostej i ścisłej. Od razu widać co jest jakie, i nie trzeba się zastanawiać, "co autor miał na myśli". 

Autor (a ściślej Autorka), miała na myśli, Proste i Krzywe!


 Gienia wiadomo, po swoje proste i krzywe poszła tam, gdzie ją dusza ciągnie. A że góry mają  krzywizny, a w dolinkach proste też się znajdzie, więc zadanie zaliczone, a przy okazji podrzuciła nam parę pięknych górskich krzywizn i zabytkowych linii prostych. 

 Józef, były maszynista ciuchci śmigających (powiedzmy) po polskich szynach, krzywiznę oczywiście znalazł na szynowym zakręcie, a że też działkowiczem jest sercem i duszą, więc proste zaserwował nam prosto ze swojej działki. Czy ptaszki mają proste dziobki? Chyba tak, a przynajmniej ten z tym irokezem na głowie. Przyleciał na jedzenie, czy imprezkę? :)


 Gdzie zaliczysz proste i krzywe bez latania po hektarach? Wiadomo! W lesie! Drzewa dostarczą materiału na zaliczenie tyle, że można by z tego tartak Krzywo-prosty udziergać. I tak Lucynka zrobiła, ale żeby nie było że na łatwiznę i same drzewa, (i proste i krzywe), to doniosła do tego lampę, która w temat wpisała się doskonale! Poroste-krzywe-zaliczone!

 


 Natalia, proste ozdobiła jesienią, krzywe zawiesiła na sznurku, a połączone krzywe z prostym odpaliła wprost do nieba. 

Jak widać powyżej, konkurencję gwiazdom zrobiła sporą, i teraz księżyc może mieć kłopot. Za kim polecieć? za prostą czy krzywą?


Jak się ktoś mocno uprze, to i na prostym drzewie krzywiznę znajdzie. Ola to uparte stworzonko, więc znalazła co jej było potrzeba. I to nie tylko na drzewie, ale i nad wodą, i w wodzie, i na ziemi i..., i jeszcze niebo zostało, ale znając Olę, to i tam dotrze. :)


 Pajączek miała prosto z prosto i krzywo. Jak się ma dzieci, to już one potrafią dostarczyć i prostego i krzywego, i tak zakręcić, że trudno się wyprostować. Dziatwa załatwiła temat tak dokładnie i z taką mocą, że Pajączek aż nad wodę zbiegła, by tam oddech złapać, a przy okazji, kolejne porsto-krzywizny dostarczyć! Co i dlaczego robiła za kratkami, tego nie wiadomo. Jak będzie wiadomo, doniesiemy!


Gdy kawałek konara na drzwi spadnie, to mamy i proste i krzywe. Fakt, że trochę ciężkie i toporne, to krzywe i proste, więc Wiktoria (by lekkości zadaniu nadać), gałązki z jakimiś sprężynkami dołożyła, a żeby nie było, że to już wszystko na ten temat, to własnoręcznie, krzywe i proste, czarnym, na białym poczyniła. Można? Można!


A ja? A co ja się będę męczyć, latać, szukać? Szyba wykrzywi mi wszystko co trzeba, ulica dostarczy i prostego i krzywego, a słońce na murze dołoży swoje. Jest i krzywo, i prosto, więc.., zaliczone! (chyba).

I tak, dobrnęliśmy szczęśliwie do końca. Czy krzywe pozostało krzywe, a proste proste? A może proste skrzywiliśmy, a krzywe wyprostowaliśmy? Ale nawet gdyby, to i tak będzie i krzywe i proste, a o to chodziło.

To na tyle. Acha..., kolejny temat to..., zebra! Jaka? za dni kilka będzie odpowiedź. Wystarczy tu wrócić:)))))

ZAPRASZAMY:)

piątek, 24 marca 2017

Że coś może być lekkie, a coś ciężkie, to wiemy wszyscy.

Siatka z zakupami-wiadomo - ciężka, portfel po zakupach- wiadomo- lekki, a przysłowiowy papier i kamień, to już nie pozostawia wątpliwości, że ciężar miewa różną wagę, ale jednak zawsze coś tam waży.

Zestawienie tych dwóch pojęć było naszym kolejnym zadaniem.

Jak kto widzi ten temat?

Ano tak!

A że od dawna wiadomo, że nie samą sztuką człek żyje, więc Lucynka doniosła coś dla ciała. By jednak nie było to pozbawione doznań estetyczno-wiosennych, do jadła dodała roślinkę wiosenną!

Roślinki  zostały, jadło pożarto!

I czyż w tym temacie nie było lekko-ciężko? Wiadomo co było lekkie, a co ciężkie, zwłaszcza jako dodatkowy + w pasie, i nie kwiatuszek temu winny!

No dobrze, koniec z jadłem, czas na sztukę! Więc, parę sztuk lekkości i ciężkości które donieśli balansowicze!

 

 

 

 

 

 

 

 

Mam nadzieję że nie było to ciężkie, lecz lekkie, i że dacie się namówić na kolejną wizytę bo za tydzień PROSTE-KRZYWE!

:)

11:20, sekcjabalans
Link Komentarze (1) »
środa, 22 marca 2017

Jutro kolejny czwartek, a o poprzednim nic a nic? A jednak nie! Może późno, ale jest o tym co było. A były głównie zwierzaki. Nie żeby Balansowicze za zwierzęta robili, ale je w zadaniu domowym donieśli. 

Był i kurnik, i chlewik, były skrzydlate i kopytne, i nawet małpa (albo szympans) też była. Jednym słowem, zwierzęco było że hej! 

A jak to wyglądało? A no tak! 


Jak widać, Alicja po halach pohasała z bacą, by na nizinach zająć się sierściuchami.

Ania wyraźnie postawiła na portret z profilu. A jak portret, to oczywiście w tonacji czarno-białej!

 

Ela zaprzyjaźniła się z ptactwem (częściowo dzikim), i ustrzeliła kilka sztuk! :)

 

Jeśli Gienia, to góry nasze góry, a między górą, a niziną zwierzątka hasały, polegiwały, ratowały, a Gienie je wszystkie (no, może coś tam jeszcze na szlaku zostało) przyhołubiła i doniosła na zajęcia jako zadanie domowe!:)

 

Gdyby kózka skakała, to by ją Lucynka nie pstryknęła, ale że była spoko, to i ją ucapiła. Konika i kury załapały się z biegu! też zwierzaki, jakby co!

 

Markowy kot trochę znudzony jakby, trochę myślami gdzieś hen, ale nie dziwota. Sierściuch już taki dożyty fotograficznie, że nie będzie się wysilał. Pan chce robić pstryk, niech robi, a co mu tam. ;) 

 

 Nie wiem z czego się to kocisko tak chichrało, ale Natalia musiała !niezłego czadu dać, skoro sierścicha tak poniosło!

 

By zadaniu domowemu sprostać, Józef nie zawaha się ruszyć w rejony niedostępne zwyczajnemu mieszczuchowi, a mianowicie, i do chlewika, i do kurnika. Prosiaki  jak w wojsku, równym rzędem stanęli, kury, mniej zdyscyplinowane, pałętały się tu i tam, i nawet kogut nie zmusił je do posłuchu, ale Józef i tak dał sobie z nim radę! 

A gdy Józef już zrobi to co trzeba (czytaj zdjęcie!), to przestawił się na ptaszki, kotki i pieski. Ściślej mówiąc.., jednego pieska i to własnego osobistego! 

 

Gryzoń robił za sprintera, a pies padł, co tu było grane? 

 

Był koń który mówi, jest koń który rży ze śmiechu.


Czyżby metoda kija i marchewki? E, chyba nie, Pajączek ma ludzkie serducho:))) 

 

 

Mój zwierzyniec i z pod domu, i ten z dalszych krajów. Ale zwierz to zwierz (cokolwiek by o nim nie mówić). 

 

Lew pluje, koń w galopie, kot znudzony, żuczek (chyba ) z nosem w kamieniach, i dopiero łabędzie się postarały! Pozowały jak należy. Widać Wiktoria podniosła im gażę! :) 

I to na tyle Kochani. A jutro oddajemy prace w temacie "lekkie-ciężkie".

Czy kilogram cukru i szczypta cukru to jest to? 


piątek, 10 marca 2017

Fotografia z czerwonym motywem. Temat dający niezłe pole do popisu, więc Balansowicze jak mogli, jak im sprzęt i umiejętności pozwalały, tak się popisywali.

Może z tym popisywaniem to przesadziłam, ale starali się uczciwie zaliczyć zadanie. Jedni potraktowali to bardzo ambitnie i naprawdę prace takie, że czapki z głów, inni z poczuciem humoru, a inni, zrobili na ile im możliwości starczyło.

Przeglądaliśmy to co przynieśliśmy, dyskutowaliśmy jak było, a jak mogłoby być, łykaliśmy pochwały ale też i krytykę i czas biegł niczym sprinter

A oto co oglądaliśmy. Oglądnijcie i Wy, jeśli to dotarliście :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Mam nadzieję że się podobało, bo autorzy naprawdę się starali.

Dziękujemy za wizytę i zapraszamy za tydzień:)

Będą zwierzaki!

poniedziałek, 06 marca 2017

Fotografia, to rzeczywistość zatrzymana w kadrze, ale i nie tylko. Można także przy pomocy wyobraźni, wiedzy i umiejętności, zabawić się w magię.

Taką umiejętnością i wiedzą podzielil się z nami nasz kolega Marek.

Uczestnicy przyswajali, próbowali z różnym skutkiem, ale patrząc na prace Marka, jest o co powalczyć.

Dzisiejsza relacja foto z zajęć, będzie skladową kilku uczestników, gdyż admin bloga, czyli ja, na zajęcia nie dotarlam. Jednak Balansowicze zadbali o material, doslali, i dzięki temu kolejny czwartek udokumentowany!

A bylo to tak!

Ola ma wreszcie aparat którym można poszaleć! Póki co, poznają się wzajemnie, ale znając zamilowanie Oli to fotografii, poznają się bardzo szybko!

Gratulacje Olu, i witamy wśród "soniaków" :)

 

No i teraz wiadomo kto pożarl martwą naturę! I rób tu zdjęcia czlowieku!

 

Jak widać latwo nie bylo!

 

Nie martw się Marek, coś jednak wychodzi! Dadzą radę! :)))

 

A JAK MOŻE WYJŚĆ? OTO PRZYKLAD DOBREJ ROBOTY!

PRACE MARKA - prawda, że magia?

Można? Można!

Fotografia nie tylko może zachwycić, wzruszyć, ale i dostarczyć niezlej zabawy!

Od zaklikania Kochani!

niedziela, 26 lutego 2017

Ten czwartek był dużym wyzwaniem! I to ze względów zdrowotnych, jak i wysiłku umysłowego. Dlaczego? A łatwo jest przetrwać "tłusty czwartek? Nie wiecie? Spytajcie wątrobę i resztę układu trawiennego.  Ja wiem co mówię, a i Wy pewnie wiecie, tyle że wątroba swoje, a pączusie, faworki i oponki swoje! Katering jak zawsze się wykazał, i dostarczył wszystkiego co tradycja nakazała. My również tradycji wierni byliśmy i z wielkim zapałem zadość jej uczyniliśmy!



Ale nie myślcie, że tylko obżarstwem się raczyliśmy!


Aparaty zostały zaprzęgnięte do pracy, a my z nimi. Tryptyk był tematem tego czwartku (oczywiście do spółki z pączkami i innymi faworkami), a to temat piękny, wdzięczny, choć wymagający dużej pracy, choćby z racji tego, że jak sama nazwa wskazuje, jedna praca z trzech się musi części składać. Nie mniej jednak, i prace domowe, i prace uskutecznione na zajęciach, niezbicie wykazały, że żeśmy się wykazali!

Czy tak było, czy to tylko moje pobożne życzenie, osądźcie sami. 

Cała prawda poniżej!

 

 

 

 

 

 


17:13, sekcjabalans
Link Komentarze (3) »
piątek, 17 lutego 2017

Horror i leżaki opuściły wreszcie nasze balansowe podziemia, czyli korytarz pałacowy, więc już w czwartek będziemy mogli korytarz ten użyć jako naszą pracownię. 

Celem wyjaśnienia..., horrory i leżaki to..., horrory to gatunek filmowy który był wyświetlany na korytarzu dla młodzieży, leżaki to sprzęt na którym owa młodzież polegiwała w czasie oglądania wyżej wymienionego gatunku, a wszystko razem to..., zagospodarowanie ferii szkolnych! Koniec wyjaśnienia!

Koniec ferii i koniec horrorów! Wracamy do pracy! Ale to od następnego tygodnia. W ten czwartek przeglądaliśmy to co kto doniósł i przegadaliśmy tematy kolejnych spotkań. 

Jak widać powyżej, nie tylko starzy bywalcy dostarczyli się na zajęcia, ale i najmłodszy narybek dotarł i nie przeszkodziła dosyć późna pora.

Młodzi pstrykali nam zdjęcia, my popatrywaliśmy na monitor, i tak zajęcia, w zgodnym rytmie młodości i dojrzałości mocnej minęły jak sen jakiś. 

Czekamy na kolejny czwartek, a póki co popatrzmy na to co niektórzy z nas przynieśli ze sobą!

 

 

 

 

 

 

 

I to tyle w tym poście! 

W kolejnym możemy się spodziewać nie tylko tego co będzie na zajęciach, ale i zadania domowego. Jaki temat? 

Zapraszam w następnym tygodniu, a wszystko będzie wiadomo! :)

niedziela, 12 lutego 2017

To że mnie zarazek powalił na łopatki, to nie znaczy że sekcja balans też leży. Nie leży, ale pracuje i realizuje plan zgłębiania dalszego meandrów fotografii. 

Były prace nad tym co za oknem, czyli zimą prawdziwą, były dłonie, było "wieczorową porą", i były spotkania we wspólnym gronie, a to chyba najważniejszy aspekt tych naszych nasiadówek.


Co prawda luty nieźle mrozi nam drogi i nosy, światła do fotografowania jak na lekarstwo, lekarstwa leczą tylko na reklamach, a zarazki grypowe i grypopochodne walą nam po frekwencji, ale nas trzyma przy życiu jedno..., jeszcze chwila i wiosna będzie, a wtedy ruszymy z aparatami w świat ten mniejszy i większy i będziemy się wykazywać, oj będziemy!!!!

Póki co, dłonie, łapki, ręce, grabie, łapy, przeszczepy, czyli..., dłonie w naszej fotografii! 

No to łapcie za rączkę i idziemy!!!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I tu kończy się nasz spacer. Tą zaśnieżoną drogą pójdziemy i dojdziemy mam nadzieję na następne zajęcia. 

Tylko uważać na przejeżdżające samochody, a zwłaszcza na jadących Vipów, bo mogą zmieść z drogi i to bez zapowiedzi:)))) 

 
1 , 2 , 3 , 4