Kategorie: Wszystkie | ludzie | sekcja | zadania domowe
RSS
wtorek, 22 listopada 2016

Czy aby na pewno? A jak na końcu drugim albo pierwszym kij owy się rozdwaja, to co? To przysłowie do śmieci? Jak ugryźć temat "kijowy"?

Przecież my ani bobry, ani korniki, więc? Więc, biorąc pod uwagę dbałość o uzębienie, plomby, mostki i sztuczne szczęki, tudzież opłaty za usługi stomatologiczne, postanowiliśmy tematu nie gryźć, ale sfotografować.

Zadanie zadaniem, i odrobić należy! No to odrobiliśmy!

KAŻDY KIJ MA DWA KOŃCE! Ma?

Takie to końce wypatrzyli nasi Balansowicze"..., nadadzą się?

 

 

 

 

 

 

I to wszystko w temacie "kija" i jego końców!

do zaklikania!


poniedziałek, 14 listopada 2016

Nazbierało się zaległości, więc bez zbędnego klepania wpisuję!

Sesja w ruchu zaliczona i udana, Zaduszki, które były zadaniem domowym również odrobione, a i z emocjami także sobie poradziliśmy. Pracowaliśmy uczciwie, i w pionie i w poziomie, i na stojąco, kucająco i nawet czasami i na leżąco. Wszystko dla sztuki!!!!



"Sztuk" naprodukowaliśmy wiele, bo tematów też wiele i z tego tytułu, (a właściwie z trzech tytułów), ilość prac mnoga, a, ograniczona ilość miejsca na tym naszym "kawałku podłogi" (czytaj blogu) wymusza dość ostrą selekcję "radosnej twórczości". Chciałoby się wszystkie wstawić, bo wszystkie tego warte, ale cóż. Jak oszczędność, to oszczędność.

Spróbowałam trochę ustrojstwo oszukać, i zapodałam kolarze, które pozwoliły na pokazanie większej ilość prac. Że mniejsze? Ale za to więcej:)))).

Tak więc, my i nasza Trenerka, która wydusza z nas i z naszej wyobraźni wszystko co się da, przynosimy tu do wglądu i oceny kolejne nasze prace.

Bawcie się równie dobrze jak i my się bawiliśmy:))))

 


ZADUSZKI

RUCH

EMOCJE

 

ZADUSZKI

RUCH

EMOCJE

 

ZADUSZKI

EMOCJE

 


RUCH

EMOCJE

 


EMOCJE

ZADUSZKI

 

ZADUSZKI

RUCH

EMOCJE

 


ZADUSZKI

RUCH

EMOCJE

 

 

RUCH

 

EMOCJE

RUCH

 

RUCH

 

 

 

I to by było na tyle w tym temacie, a raczej w "tych" tematach.

mamy nadzieję że się nie nudziliście:)

zo zaklikania Kochani:) odwiedzajcie nie tylko od święta:)

niedziela, 30 października 2016

Dawniejszy szpital księżnej Doroty stoi nadal, choć pacjenta w nim nie uświadczysz, za to z sufitów i ścian sfruwają niczym ptaszki, kawałki odpadającej farby, pająki dziergają pajęczyny liczone na setki i kilometry, a po korytarzach hula wiatr z kurzem pod rękę. Podobno ma być lepiej, ale póki co jest co jest.

Nie dziwota, że dostając pozwoleństwo, zaanektowaliśmy obiekt na chwil parę i nie tylko. Było na czym obiektywy zatrzymać! Pracowaliśmy zespołowo i indywidualnie.


Mnie prowadziło i na górę i na dół, i po lewo, i prawo. Zwalniając co raz migawkę, przypomniała mi się opowiastka, którą to gminne wieści niosły.

Dawno, dawno temu, do szpitala Księżnej Doroty przywieziono rannego wojaka. Chłopina był mocno zniszczony i łapiduchy ostro wzięły się do roboty, by zatrzymać w nim ducha, co to już się wybierał za światełkiem w tunelu.

W trudzie i znoju połatali biedaka jak mogli, a gdy już ostatni supełek został zawiązany, przenieśli jegomościa do sali i położyli na łożu. Leżał więc sobie spokojnie, ( chłopina i bandaż), i nie wadził (póki co) nikomu. Co jakiś czas, siostra w białym fartuchu podchodziła do łóżka, spoglądała na pacjenta, twarz do jego ust nachylała, i nie o amory tu chodziło, jeno o to, czy dycha jeszcze czy już nie. Dychał, choć prawdę powiedziawszy nie powinien był.

Dni kilka tak za prawie nieboszczyka robił, a na sali, pacjenci w lepszej kondycji, zakłady zaczęli robić. Czy wyżyje czy ducha wyzionie. Nudzili się, więc taki hazardzik trochę im rozrywki dostarczał.

Niedoszły umarlak, (znaczy się wojak), zawziął się, i nie tylko nie umarł, ale gdy się przebudził, pić zażądał, a potem i jadło pochłaniał w takich ilościach, że biedny zaopatrzeniowiec kuchni szpitalnej prawie z torbami poszedł.

Zdrowiał nasz pacjent z dnia na dzień, i w miarę polepszenia na ciele, i duch w niego wstępował śmielszy. Konstanty mu było na imię, a nazwiska podania nie podają.

Tak więc, dobrzał w szpitalu Doroty Konstanty. Z tygodnia na tydzień lepiej mu było i na spacery po parku już zaczynał bez kul chadzać. Siostrzyczki chętnie mu towarzyszyły, (na wszelki wypadek, gdyby pogorszenie zdrowia nadeszło), a on nie oponował. To Brunhilda, to Gertruda, to Zenobia, to Dorota (nie mylić z Księżną Dorotą) przechadzały się z nim po ścieżkach ogrodowych, a bywało że i nad Bóbr się zapędzali i z oczu ludziom schodzili.


Czy schodzili gdzieś dalej, co robili, a czego nie, tego przesłania nie podają. Podają za to, że najczęściej owa Dorota chadzała z nim i tu i tam, aż i personel wyższy i ten niższy, i pacjenci płci obojga, zaczęli szeptać, że tych dwoje coś więcej łączy niż troska o zdrowie i dobrą kondycję!

Nie byłoby w tym nic złego, bo siostra Dorota stanu wolnego, ale Konstanty przyrzeczony narzeczonej podobno był, i było już po słowie.


Malagenia jej było na imię, i od lat kilku czekała na narzeczonego, który poszedł w kamasze i nie wracał, choć inni już dawno wrócili i pod pierzynami swoje niewiasty dowartościowywali.

Konstantemu widać nie śpiesznie do domu było, bo wedle lekarzy zdrów miał być, a on co raz to nowe dolegliwości zgłaszał.

I tak Konstanty z Dorotą chadzali sobie, a narzeczona gdzieś tam wyglądała i oczy za Kostusiem wypłakiwała.

Miłość wielka się w nich rozpaliła, i aż przypieka i tu i tam, więc pożar gasić im przyszło za pomocą ślubu. Bo Konstanty miłość Dorocie wyznał, o rękę poprosił, i odmowy nie usłyszał, a Dorota, nie usłyszała, że Konstanty narzeczony i to nie jej, że Malagenia w oknie stoi, tęsknie na drogę spogląda, i co raz bardziej wkurzona zaczyna śledztwo prowadzić, (celem odnalezienia narzeczonego żywego lub martwego).


Coś jej się tam zaczęło kołatać w rozumie, że może Konstanty gdzieś jakąś nadobną niewiastę spotkał i wracać nie zamierza, więc tym bardziej zawzięła się by go odnaleźć. Szczęście w nieszczęściu nieszczęsna miała, i kolegę narzeczonego jak raz spotkała. Ten również rany otrzymał na wojnie, do szpitala Dorotowego trafił, i z Konstantym na jednej sali leżał.

Wydobrzał szybko, poleżał krótko, ale na tyle długo, że widział amory kumpla, i jego z siostrami po ścieżkach i chaszczach chadzanie. Czy to ze złości, czy z zazdrości, ale wypaplał wszystko kobicie, łącznie z adresem i wiadomością, że zdrajca Konstanty w śluby idzie z niejaką Dorotą!

Wkurzyła się do białości Malagenia, spakowała co najpotrzebniejsze (w tym flintę po tacie kłusowniku) i ruszyła, niewiernego i jego flamę pokarać za łajdactwo!

Nieświadomą Dorotę w suknię białą przystrajają, welon na głowę upinają,


i prowadzą do kaplicy, a pan młody (fakt, że prawie dwa razy starszy, ale tak bywa jak uciech na mózg padną)


drugim korytarzem biegusiem pomyka ku lubej.

I nic się nie stało, tylko to, że małżeństwo zostało zawarte, i państwo młodzi na sesję zdjęciową się udali!

A że Dorota miała kupę znajomych, to i oni na zdjęcia się załapali.

 


Zdjęcia dla potomności zrobiono, i gdy państwo młodzi mieli udać się by skonsumować (już na legalu) związek, drzwi się otworzyły i stanęła w nich Malagenia umęczona podróżą, z wściekłością w oczach i flintą (po tacie kłusowniku) w rękach.

Konstanty oczy wytrzeszczył, Dorota aż za oblicze się złapała.

- Ty niewierny, ty zdrajco, ty łajzo, ty padalcu beznogi!!! - zakrzykiwała z rozpaczą i wściekłością Malagenia, jednocześnie repetując flintę – młódki ci się zachciało? (tu trzeba nadmienić, że siostra Dorota byłą nawet więcej niż trochę młodsza od Malagenii, która się trochę wiekowo posunęła, czekając na niewiernego) - Już ja ci dam młódkę!!!

I tu Dorotę małżonkę ruszyło!

- A ty kto? I czego się drze? - zawołała zbulwersowana Dorota – to mąż mój, a ja żona jego, i poszła ty stąd!! Nam się spieszy do konsumpcji, prawda Kościu?- zapytała męża żona.

Konstanty zaniemówił, bo wiedział czego się po wkurzonej Malagenii można spodziewać, i w myślach już zaczął układać sobie wytłumaczenie.

- Kto ja?- zawszeszczała zdradzona kobita – jam Malagenia, jego osobista narzeczona!

- Kochanie!!! - zaszeptał słodko wystraszony narzeczono- małżonek – to wcale nie jest tak, jak na to wygląda. i... - i nie dokończył,


Malagenia wypaliła z dwururki w głowię niewiernego kochanka, a potem załatwiła sprawę z siostrą Dorotą, wystrzeliwując jej piękną dziurę między biustem.

Niedawni państwo młodzi, a teraz małżonkowie, osunęli się martwi na posadzkę, a Malagenia sprawdziła czy należycie trafiła. Utwierdziwszy się, że oboje trup, odetchnęła z ulgą i ruszyła po schodach do wyjścia, a że było to piętro i schodów kupa, i że były betonowe a Malagenia ubrana w długą czarną suknię (na okoliczność żałoby po Konstantym), nie trzeba być jasnowidzem, żeby wiedzieć, że zaplącze się biedula w kieckę, potknie na schodach i spadnie na twarz aż do samego parteru.


Było dokładnie jak powyżej! Spadła nie tylko na twarz, ale na całą siebie i na śmierć!

I tak to zamiast dwóch nieboszczyków, w zaświaty wybrała się cała trójka!.

Ludzie długo gadali że zabójczyni spadła ze schodów w ramach kary z natychmiastowym wykonaniem i to nie tylko za robienie dziur flintą taty kłusownika, ale za to, że taka cnotliwa też nie była, bo czekanie umilała sobie krótkimi znajomościami bez zobowiązań.

Mawiano też, że najbardziej wkurzeni byli lekarze, bo narobili się przy Konstantym jak głupki, a ten dał się ustrzelić jak jeleń! Mawiano też, że nocami, przy pełni księżyca, słychać na szpitalnych korytarzach kłótnie kochanków, a niekiedy nawet i strzały. Byli i tacy, co widzieli białą i czarną postać, które zawodziły z żalu za niewiernym kochankiem.

I taka właśnie historyjka po umyśle mi się plątała, gdy zwalniałam po raz enty migawkę. Cicho było, żądne jęki i żale nie przeszkadzały więc pstrykałam ile się dało.

- Niezła jatka musiała tu być. - pomyślałam - ciekawa jestem czy to przy tym oknie Malagenia ubiła małżonków? - zastanawiałam się spoglądając na wielgachne okno, a że ładnie światło się z niego sączyło, to pstryknęłam mu focię.

Wchodząc do kolejnej sali (w poszukiwani dobrego kadru) spojrzałam na ekranik w aparacie, bo lubię wiedzieć co wyszło. Okno prezentowało się pięknie, tyle że w kadr mi ktoś wlazł? Tylko jakim cudem go nie zauważyłam? Dałam sobie spokój z myśleniem, bo łuszcząca się farba robiła całkiem niezły wzorek. Pstryk! Sprawdziłam rezultat, fajnie.


- Zaraz! Przecież ta baba przy oknie jest w kiecce, a u nas wszyscy mają portki! Jak jeden chłop i baba! - dotarła do mnie dziwna prawda! No to kto to? Zrobiło mi się deczko nieswojo.

Może zejść na dół? Słychać głosy więc nasi tam są – pomyślałam i ruszyłam cicho po schodach.
- Stój!!!! - usłyszałam z korytarza na dole. Na wszelki wypadek zatrzymałam się, choć za czorta nie wiem po co.

- Stój ty wywłoko, ty kreaturo, ty łajzo, ty nierządnico!!! Obcego chłopa ci się zachciało??? Ja cię zabiję, zaszlachtuję, uduszę, potnę i utopię! Ty ladacznico! - wrzeszczał głos nadal, choć nawet nie drgnęłam.
- Odwal się!! - odkrzyczał drugi głos, jakby młodszy – coś się uparła babo durna!!! Przecież żem nie wiedziała że on zajęty! Jego się czepiaj, nie mnie! I nie groź mi idiotko, bo przecież już raz mnie zabiłaś! Ile razy byś chciała mnie ubijać? To jednorazowy wyczyn, ty ciemna maso!
- Jednorazowy czy nie, to nie ważne, dość, że skuteczny!

-zachichotał głos starszy – ale ci niezłą dziurkę w biuście odpaliłam! Z takim felerem nie masz szans na kochasia.
- A ty myślisz że masz? - spytał głos młodszy – przecież się połamałaś tak, że aż ci kości klekoczą. Chłopy nie lubią gruchotów.
Stałam na schodach nieruchomo jak żona Lota, i nie mogłam
uwierzyć w to co słyszałam. Któreś z naszych tak się kłócą? O jakiegoś chłopa? Kurna, czy one zdurniały? Tak na forum, nie mogły poczekać? Przecież zaraz kończymy zajęcia? Już miałam zakaszleć dyskretnie by się uciszyły, gdy doszło do mnie zdanie, które podniosło mi owłosienie na głowie, i nie tylko!
- A tak na marginesie. Czy Konstantego gdzieś ostatnio widziałaś? - zagadał już spokojniej głos starszy.
- A wiesz że nie. Od kilkudziesięciu lat, jakoś go nie widuję, a ty?- odpowiedziała pytaniem na pytanie młodsza.
- Od wieków go nie widziałam, chyba mnie unika albo i co? - zastanawiała się starsza.
- No tak, my się tu obie chandryczymy o niego jak jakieś nawiedzone, a toto gdzieś się szlaja i ma w poważaniu nas obie! Przecież tak naprawdę to on winien! Ciebie puścił kantem, mnie wrobił w bigamię, a sam pewniakiem kolejną idiotkę duchową obrabia! Powinnyśmy mu obie wspólnie dać co mu się należy. Co ty na to? - zapytał spokojnie starszy głos.
- Jestem za! Niech się tylko pojawi! Obie mamy z nim rachunki do wyrównania, więc czas wypłacić należność! - zadecydował młodszy głos – a poza tym, Dorota jestem. Dla przyjaciół Dorcia!

- A ja Malagenia, dla przyjaciół Malcia. - odpowiedział głos starszy.
- Dłużej już nie mogłam! Ktoś wyraźnie robił mnie w konia i myślał że dam się nabrać!!!

 Już miałam stąpnąć po kolejnych schodach, drzwi otworzyć i ryknąć w głąb korytarza, że nabrać to nie mnie, gdy poczułam jakby ktoś otarł się o mnie, a za chwilę drzwi na parter się otworzyły się samoistnie.

Przeciągi? - zdziwiłam się bo na schodach wiatru nie czułam, za to znowu poczułam się nieswojo. Wolno zeszłam na dół i spojrzałam przez szybę w drzwiach na korytarz. Przy oknie ktoś stał, a że był pod światło, widziałam tylko obrys postaci.


Klasyczna konturówka – pomyślałam i strzeliłam migawką. Postać przy oknie odwróciła się profilem do mnie, a całością twarzy w głąb korytarza.

- Konstanty???!!!!- usłyszałam gromki głos w dwugłosie.

Mężczyzna konturowy znieruchomiał i po chwili wydał z siebie odgłos, coś jakby …o k...wa! Nie tu miałem zaparkować!

- Malagenia?!!, Dorotka?! A skąd wy tu.... i nie dokończywszy pytania ruszył biegiem w głąb korytarza.

- Dorcia! Z lewego go bierz, z lewego!! Łap drania! Łap łajzę niewierną!!! - rozlegał się głos starszy, w akompaniamencie stukotu butów.

Gapiłam się w drzwi, i to co zobaczyłam wstrząsnęło mną niczym tąpnięcie sejsmiczne o sile 100 czegoś tam.

Najpierw obok szyby przebiegło coś białego, a za białym coś czarnego! Chłop zniknął. Wyglądało, że zniknął tylko z moich oczu bo z korytarza głosy się niosły takie, że aż farba leciała ze ścian!-Melcia, Melcia, mam go! Trzymam! Szybciej bo się wywinie!! - wrzeszczał młodszy głos.


- Puszczaj bo mi głowę urwiesz! Odczep się babo! - krzyczał głos wyraźnie męski. Potem usłyszałam chlaśnięcie i ciąg dalszy męskiego biadolenia.

-Ałaaaaa! W twarz? w twarz??? Kobieta mnie bije... - i tu szloch niemęski jakby się rozległ.

- Od niej dostałeś po pysku, a ode mnie po mordzie! Ty amancie z Bożej łaski – do dialogu włączył się głos starszo-damski i po chwili rozległo się kolejne chlaśnięcie i kolejne...., Ałaaaaa!!!!

- Za co? Za co? - dopytywał się głos męski.

- Jeszcze się pytasz ty zdrajco? Za oszustwa matrymonialne, za bigamię, za zdradę i za ucieczkę, i że się tyle naczekałam, i że tatuś sierotą został! - wyjaśnił ze złością głos starszy. I jeszcze za to że do ślubu poszłam z nieswoim chłopem, że dałeś się zastrzelić przed nocą poślubną, że wdowę ze mnie w młodym wieku zrobiłeś, i że nikczemny byłeś i jesteś! - dodał głos młodszy. Masz szczęście że już nie żyjesz, bobyśmy cię ubiły jak sabakę, a tak, to tylko w konfesjonale w kaplicy szpitalnej cię zamkniemy, i nie licz że uciekniesz. Już my mamy sposób byś posiedział tam czas jakiś, i to bez bab!!!

Nie wytrzymałam. Ciekawość jadła mnie niczym mrówki Telimenę, więc uchyliłam cicho drzwi i wyjrzałam na korytarz.

Półmrok już panował, więc tylko w skąpym świetle zachodzącego dnia, zobaczyłam niewyraźne trzy postacie, Dwie kobiece, bo w kieckach długich, a trzecia wyglądała na faceta i to w kapeluszu!Patrząc na to pomyślałam.

Czyżby to Malagenia, siostra Dorota i Konstanty w formie duchów tu się zapędzili? Stare kąty powspominać przyszli? Dać sobie po razie za dawne czasy?

Wyglądało jednak, że obie damy się skumały, do jednej bramki grają i to do bramki Konstantego!


Skoro tak to biedny chłop! Co prawda menda, ale chłop! Co mógł poradzić że kochliwy był?

Schowałam się za gzymsik, i dalej fotki pstrykać! Malagenia w oknie, Dorota w welonie po korytarzu sunąca, Konstanty pod rękę z wdową, i Malagenia, i...., i nic więcej nie zrobiłam, bo drzwi z trzaskiem się otworzyły, i reszta rozgadanego, balansowego towarzystwa dołączyła do mnie.

- Cicho, bo się...., - chciałam powiedzieć że duchy się spłoszą, ale spojrzawszy w głąb korytarza nie dostrzegłam nikogo.

Wszyscy ucichli i spojrzeli na mnie pytająco.

- Bo się duchy przestraszą – dokończyłam, a całe towarzystwo wybuchnęło śmiechem.

- A może Kostusia spotkałaś? - zapytała Trenerka i zarechotała rozbawiona.

- Tak, i kazał was pozdrowić – zakomunikowałam z uśmiechem, że niby to taki żarcik jest.

A może to był i żarcik? Tylko kogo? Zajęcia okazały się udane, i każdy z kompletem fajnych fotek zameldował się na czwartkowych zajęciach. Co przynieśli pozostali balansowicze?

Sami zobaczcie (post poniżej), bo ja naprawdę już nie wiem czy żart to był, czy "trójkąt po przejściach" wrócił z zaświatów na sesję zdjęciową?

sobota, 29 października 2016

Relacja z zajęć w plenerze. Miało być słowem i obrazem razem, ale niestety, wszystko szlag trafił i poszło czort wie gdzie. Wiadomo że tego tu nie ma! Na powtórkę sił już nie mam!
Będzie albo wersja oszczędnościowa, albo w odcinkach.

Więc krótko. Plener w dawny szpitalu Księżnej Doroty.

Ekipa może nie wielka, ale za to chętna do łapania za aparat i do łapania duchów.

jedno i drugie obrodziło.

Zabraliśmy się do pracy wspólnie

a następnie każdy poszedł sobie gdzie chciał, i robił co chciał.


Choć prawdę pisząc, w duchy budowla nie była zaopatrzona odpowiednio, i te dwa co nam się dostały, to na tyle aparatów trochę było mało. jednak każdy jakoś usiłował zaistnieć czymś innym więc wyszło nam to co wyszło!

Myślę, że nie najgorzej było! Duchy z sesji zadowolone były, choć przemarzły w tych zwiewnych szmatkach, a my łapiąc ich w obiektywy rozgrzaliśmy się wystarczająco.

A oto rezultaty łapanek.






 

 

 

 

 

 


To tyle w kwestii żywych i duchów:)

poniedziałek, 17 października 2016

"Biegnę, pędzę, lecę" ..., zadanie domowe pędem doniesione. Już choćby z tego tytułu, powinno zadanie zaliczone być, ale niestety, formą zapisaną kazano dostarczyć.

Tak też każdy z pamięcią dodatkową w torbie przyszedł i ruch tam zapisany doniósł. Różny to był ruch. Rozmazany długim czasem, zamrożony krótkim, wyłapany na niebie, na szosie, na gałęzi, w wodzie, itd, itp. 

A jak to wyglądało? Ano tak.

 

 

 

 

 

 

 

I koniec wycieczki ruchowej! Teraz można już spokojnie przysiąść i odsapnąć po wysiłku:)

do zaklikania za tydzień:)))

 

 

 



piątek, 07 października 2016

 Cateringu Lucynkowego nie było, bo i Jej nie było. Czwartek bez słodkości i bez konsumpcji przeszedł, ( :( ), ale za to z innymi nowinkami. 

Po pierwsze, doszły dwie nowe dziewczyny chętne do zwalniania migawki w wiadomym celu (czytaj .., robienia super fotek i nie koniecznie tylko słit focie).

 

Po drugie, (no nie! swojego pomieszczenia nie dostaliśmy! aż tak dobrze nie było), zadania domowe oglądaliśmy na ekranie duuuużym, i to dzięki rzutnikowi!!!! Znaczy się..., rzutnik nam podesłano!

Faktem jest, że jakość zdjęć wyświetlanych na ekranie nie urywała zadków, ale chyba nie do końca rozgryźliśmy oprogramowanie, i na kolejnym (o ile rzutnik nadal dostępnością się wykaże) spotkaniu, pogmeramy, co by poprawić doznania wizualne!

Tak czy siak, oglądania było tyle, że na zrobienie tematu zajęć brakło czasu! "Lecę biegnę, pędzę" wyhamowało, więc domowo zajmować się tym zagadnieniem będziemy.

Czas przynależny na zajęcia został zeżarty przez "Kamienie" i "Sztućce".

Tematy ciekawe, i niezłe też prace doniesiono. Balansowicze się postarali, i na poważnie, i z przymrużeniem oka tematy potraktowali.

A jak nam to wyszło? Jak na mój gust, to nieźle. Może nie mistrzostwo formuły pierwszej, ale przecież my jesteśmy dopiero na etapie pokonywania zakrętów fotograficznych dróg i bezdroży, więc wszystko jeszcze przed nami! Się uczymy:))

Więc na tej drodze życzcie nam przyczepności i szerokości, byśmy mogli dojechać do mety, którą jest... ,

DOBRA FOTOGRAFIA

A póki co to...., kamienie i sztućce:)

zapraszamy!

 

 

 


 

 

 

 

 

 


 

Kamienie, kamyczki, kamolki, łyżki, łyżeczki, noże, nożyki, widelce i widelczki! Jednym słowem...,

Sztućce..., przedmioty potrzebne do konsumpcji, i nie tylko. Bo taką łyżką, można w piaskownicy pogrzebać, widelcem kapsel z buteleczki piwnej odłupać, nożykiem otworzyć konserwę zaspawaną, a małą łyżeczką choćby kopertę otworzyć, o ile komuś jeszcze listonosz koperty przynosi.
Całość zaś można przed obiektywem złożyć i zwolnić migawkę! Niekiedy niezłe wariacje w tym temacie mogą się uwiecznić:))))

A kamole? Cóż..., sami wiecie do czego mogą posłużyć, nam robiły za modeli, a że to bractwo mało ruchliwe było, nie wierciło się, to i za ostrością nie trzeba było gonić:)

Trochę mi się dzisiaj rozgadało, ale..., czasami człowiek musi, inaczej się udusi!!! tak więc, dzięki waszej cierpliwości się nie udusiłam, i na kolejną relację z zajęć "Balansowiczów" liczyć można.

A kolejne spotkanie ho, ho, ho!!!! Będzie w pomieszczeniach takich, co to może i Białą Damę spotkamy?

Mamy wychodne, i to jakie???

Ale to już inna bajka, na którą zapraszam za tydzień! :)





sobota, 01 października 2016

Wszystko wróciło do normalności i to za sprawą Lucynki, i jej nas dokarmiania! Babeczki blondynki i murzynki spoczęły na stole, by za chwilę zmienić miejsce spoczywania na bardziej przytulne, czyli nasze brzuszki! Że smaczne były nie muszę dodawać, bo nasz Lucynkowy katering zawsze jest na sześć!

Ale żeby nie było że my tylko te babeczki, to powiem, że zadanie domowe też żeśmy przeglądali, i omawiali.

Żeby nie być gołosłowną, dowód na prawdziwość słów,

poniżej!

Każdy oddał do przeglądu to co spłodził w temacie Mokre-Suche i a jakie te płody były, czy dobre, czy ot, takie sobie, oceńcie sami.

Oto nasze suche zmoczone!


 

 

 

 

 

 

 

 

 

I takie to moczenie suchego było. Dobre? Myślę, że najważniejsze, że zadanie odrobione, i to z przyjemnością, a to już wiele!

Gdy zakończyliśmy zaliczanie zadania, na tapetę poszły kamole, które były kolejnym naszym zadaniem.


Pracowaliśmy uczciwie! Aparaty się grzały, my się świetnie bawiliśmy, a co z tego wyszło?

Zapraszamy za tydzień w odwiedziny! Na pewno zaliczenie kamienne będzie, bo temat choć "twardy" jak kamień, to go ugryźliśmy, a przy tym uzębienie pozostało nie naruszone!

Kochani, więc do ..., za klikania!


poniedziałek, 26 września 2016

"Recykling" się zapanoszył w pałacu, i wejść trudno było, i wyjść, (bo to zagraniczni goście chadzali, więc tubylcy utrudnienia mieli), ale daliśmy radę! "Państwo" zadowoliło się komnatami, my podziemia zajęliśmy, więc jakoś udało się bezkolizyjnie zaistnieć!


Za to Trenerka na pomysła wpadła (rodem z tych "eureka"), i po raz pierwszy mieliśmy dość miejsca by pracować. Wyprowadziliśmy sprzęt i rekwizyty na korytarz, i ..., i można było wreszcie bez ścisku popstrykać!!!


I tak to po podziemiach rozchodziły się głosy rozmów, trzask zwalnianych migawek, dyskusje, spory, jednym słowem..., zajęcia sekcjo balans trwały.

- Kochani!, dzisiaj postarajcie się ruszyć nie tylko wyobraźnią, ale i oświetleniem! - usłyszeliśmy dobrą radę Trenerki!

Więc ruszyliśmy i jednym i drugim!


Zabrano się uczciwie do pracy, a że miejsca było sporo, więc pstrykano z różnych kątów, nie tylko z czterech!



I wszystko szło jak należy, gdy ....


gdy padło pytanie...., a dlaczego robimy kamole, jak kamole za jakiś czas dopiero robimy? dzisiaj "mokre-suche"!

I faktycznie, zamiast mokrego, suchego, może być płynnego, na pudle, pięknie oświetlone leżały sobie kamole dwa!

Kamole były nawet ładne, Kolega z poświęceniem wielkim je przytargał, ale ..., ale nie szkodzi. jak przyjdzie ich czas, będą jak znalazł! Nie psują się więc mogą poleżeć! Uspokojeni taką wizją, zmieniono obiekt fotografowany. Na pudle stanęła szklanka. Dla optymistów "do połowy pełna", dla pesymistów, "do połowy pusta". Każdy wybrał opcję która mu leżała, i aparaty poszły w ruch!


a może tak zrobimy jakiś ruch? - padło pytanie i zaczęło się lanie!!!

jedni polewali, inni pstrykali, a potem była zmiana i inna była lana.

Jedni polewali, inni się przyglądali, jeszcze inni pstrykali tym co się przyglądali, potem oglądali to co napstrykali, i..., jednym słowem.., jak to na zajęciach fotograficznych się dzieje. Wszyscy zajęcie mają!

Polewano, mokre i suche (z przewagą mokrego) uwieczniano, a co z tego wyszło, zobaczymy w kolejny czwartek.

Ale w czwartek nie tylko wyniki tego spotkania będziemy oglądać! Będą też zdjęcia z krótkiego wieczornego wypadu w plener, czyli.., pałac książęcy w kolorowych światłach. Na pewno będzie co oglądać, bo ładnie się gmaszysko prezentowało, więc już dzisiaj zapraszam na kolejną wizytę. Nasz blog jest do waszej dyspozycji:))))

do zaklikania!!

piątek, 16 września 2016

Sekcja wyraźnie się odmładza! Na kolejne czwartkowe spotkanie przyszło sporo młodziaków. I dobrze! Średnia  mocno się podniesie i pokoleniowa tolerancja także zyska na aktualności. Jednym słowem..., balansowiczów coraz więcej, i co raz młodsi są! 


A po za tym to normalka. Omawianie spraw bieżących, uciszanie rozgadanych młodzików, pobudzenie do aktywności znudzonej starszyzny i oczywiście ..., Zadanie Domowe! Kto co zrobił, kto czego nie zrobił, co kto sknocił, a komu wyszło jak diabli!


Upchani jak przysłowiowe sardynki w puszce, z nosem w małym ekraniku, ze wzrokiem przeciskającym się pomiędzy plecami siedzących przed wzrokiem tych z dalszych miejsc (delikatne nawiązanie to ciasnoty i braku pomieszczenia dla fotografujących), oglądaliśmy swoje i innych widzenie Żagańskiego Jarmarku.

Jak zwykle (ale to nie dziwota), największym powodzeniem cieszyło się koło z wagonikami, co to z nich można było oglądać stragany i naród z wysoka. Jak jeszcze wieczorową porą podświetliło się to ustrojstwo, to nader ładny widoczek przedstawiało. No to żeśmy pstrykali z różnych miejsc i pozycji. 

Obiektywy kierowano w różne strony. Jednych "brało" kolorowe światło, innych ludzie tuptające dzielnie w upale, innych sprzedający, innych kupujący, jednym słowem... , każdy coś tam dla siebie znalazł. A co znalazł, to i doprowadził na czwartkowe zajęcia i pokazał na zaliczenie. zadanie domowe zaliczyli wszyscy, a co kto doniósł? Ano to co poniżej!


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

I to na tyle w temacie Jarmarku Michała. Mamy nadzieję, że miło spacerowało Wam się z naszymi kadrami. Pewniakiem za rok, spotkamy się pod ratuszem przy kolorowym kole:)

A póki co, do zaklikania za tydzień:)

niedziela, 11 września 2016

Wakacje 2016 przeszły do przeszłości. Koniec zabawy, czas na pracę! Pierwsze spotkanie już za nami. Nie wszyscy dotarli i pewniakiem jeszcze gdzieś się szwędaczą po kraju lub poza nim, ale spoko, dojadą i dotrą.

Pierwsze powakacyjne spotkanie to powitanie nowych członków sekcji, przywitanie starych Balansowiczów, odczytanie programu na tego roczne zajęcia, i snucie planów co i jak. Się snuło, się witało, i się wspominało.

Zmian nie wiele. Zajęcia w innych dniach tygodnia (jeszcze uzgadniane), ale póki co, spotykamy się w czwartki, tyle że nie o 16.30, lecz o 18-tej.

Program na zajęcia mocno rozbudowany, więc dla tych co nie do końca przyswoili tekst na spotkaniu, i dla tych co ich nie było, wstawiam całość do przeczytania i odnotowania w pamięci głów własnych, komputera, lub jakiegoś innego pendriva.  Wybór należy do was:). Ważne by przeczytać i się zastosować!


WRZESIEŃ 2016
8.09.2016
Przedstawienie planu od września do grudnia.
Zgłaszanie swoich własnych pomysłów do planowania zajęć.
Zapoznanie się z twórczością wakacyjną uczestników.
ZAD.DOM.
Przygotowanie obszernego reportażu z uroczystości Jarmarku Michała.

15.09.2016
Powtórka materiału z podstawowych zasad z obsługi aparatu: przysłona, ISO, czas, budowa aparatu itp.
Rozeznanie grupy w aktualnych konkursach fotograficznych.
Zapoznanie się z pracą domową.
ZAD DOM.
Wykonanie własnej wizytówki.

22.09.2016
Temat zajęć: "SUCHY, MOKRY", własna interpretacja zadania w pracowni fotograficznej.
ZAD.DOM.
Samodzielna praca, przygotowanie 3 fotografii z tematu: SUCHY, MOKRY.
Wyznaczenie osób do prezentacji cyklu "MOI MISTRZOWIE".

29.09.2016
Temat zajęć: "Kamień na kamieniu". Kompozycja fotograficzna z wykorzystaniem kamieni.
Przegląd prac domowych.
Prezentacja własnych inspiracji fotograficznych przez uczestników-cykl całoroczny. "MOI MISTRZOWIE, MOJE KADRY, MOJE KOLORY". Poszukiwania ciekawych kierunków artystycznych.
ZAD. DOM.
Zestaw codzienny, sztućce na moim zdjęciu. Zachowanie czystej i prostej formy kompozycji. Wykonanie kompozycji statycznej.

PAŹDZIERNIK 2016
6.10.2016
Prezentacja zadania domowego.
Temat zajęć: "Lecę, pędzę, biegnę". Przedstawienie człowieka w ruchu. Przygotowanie techniczne uczestników do samodzielnego wykonania fotografii w ruchu z efektem rozmycia lub zatrzymania ruchu.
ZAD. DOM.
Wykonanie samodzielnie zadania: " Lecę, pędzę, biegnę".

13.10.2016
ZAD. DOM. "RUCH" - kadr abstrakcyjny. Zadanie realizowane w naszej pracowni fotograficznej.
Teoria: praca z aparatem w trybach: M, AV, TV, P - omówienie zasad pracy.
Praca z aparatem w trybie manualnym.
ZAD. DOM.
Wykonanie własnej abstrakcji fotograficznej.

20.10.2016
Prezentacja zadania domowego.
Temat zajęć: "Cień w fotografii cz-b". Wykonanie ćwiczenia ze szklanką wody- uwzględnienie, kadru, ustawień aparatu
w trybie M, kompozycja prosta z przewagą cienia.
Co daje nam fotografia cz-b?
Co powoduje, że drzemie w niej siła?
ZAD. DOM.
Poszukiwanie idealnego kształtu w świecie fotografii cz-b. KOŁO, OWAL. Własna interpretacja zadania.

27.10.2016
Temat zajęć: "ŁATWE, TRUDNE, NIEOSIĄGALNE".
Jaka jest nasza wiedza z zakresu fotografii ogólnej, o czym już wiemy, co wymaga powtórki,
jak przygotowujemy się do pracy z aparatem w studio czy plenerze? Praktyczne wskazówki.
ZAD. DOM.
"TRYPTYK EMOCJI". Fotografia cz-b twarzy sfotografowana w trzech charakterystycznych emocjach, grymasach.
UWAGA!!! Zadanie wykonane przy pomocy statywu, z jednego miejsca, poklatkowo, jeden model, jedno ustawienie światła, technika cz-b.

LISTOPAD 2016
3.11.2016
Temat zajęć: " STATYW MOIM PRZYJACIELEM JEST". Jak wykonać fotografię na długim czasie, informacje praktyczne i techniczne, żeby wykonać zdjęcia architektury Żagania nocą.
ZAD. DOM.
Wykonanie pocztówki Żagania nocą z elementem architektury.
Wyznaczenie kolejnych osób do cyklu "MOI MISTRZOWIE".

10.11.2016
Temat zajęć: "MOI MISTRZOWIE, MOJE KADRY, MOJE KOLORY".
Prezentacja ulubionych artystów, przez uczestników.
Przegląd prac domowych.
ZAD. DOM.
"KAŻDY KIJ MA DWA KOŃCE", przedstaw to na zdjęciu.

17.11.2016
KUBISTYCZNY wymiar fotografii, kreatywna zabawa fotograficzna, BRYŁA +KOLOR.
Praca na zajęciach oraz zad. dom. (przedmioty tj. piłka, tuba, kostka Rubika itp.)

24.11.2016
Temat zajęć: "Dłonie, które mówią własnym językiem". Ważne, aby przedstawić ciekawe ułożenie i zakomponowanie samych dłoni na zdjęciu. Dłonie i ich cień tzw. wariacje artystyczne.
Przygotowanie materiałów na grudniową wystawę.

GRUDZIEŃ 2016
1.12.2016
Oprawa prac fotograficznych na naszą wystawę.

8.12.2016
Przygotowania do wystawy, oprawa i ekspozycja prac kursantów.

16.12.2016
Wernisaż SEKCJI FOTOGRAFICZNEJ.
Podsumowanie naszej półrocznej pracy.


Jak widzicie, nudzić się nie będziemy, a wyobraźnię rozgrzejemy do czerwoności!!!

By tradycji stało się zadość, dwa kolaże z powakacyjnego spotkania.

Jak widać, płaczu po wakacjach nie było:)

A nowy narybek jest naprawdę młody:)))

A więc, ZACZYNAMY!!!! :))))

18:35, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
sobota, 13 sierpnia 2016

Szczecin, zatoka Szczecińska, molo, port, czyli ..., wakacyjne pozdrowienia z okolic Szczecina przesyła nam Natalia.

Jak widać pogoda dopisała, chęć do pstrykania była, więc możemy przemieścić się wraz z kadrami naszej Koleżanki, nad piękną, błękitną wodę, która dźwiga nad sobą równie piękne błękitne niebo.

A jak się zmęczymy, przysiądziemy na molo i posłuchamy szumu fal.

 


piątek, 05 sierpnia 2016

Park Mużakowski. Tak niedaleko, a tak pięknie.

Jedziemy tysiące kilometrów by oglądać co inni mają, a bywa że, jak mówi przysłowie..., "cudze chwalicie, swego nie znacie".

Więc poznajmy wybrane kadry z Parku Mużakowskiego. Może zachęcą do odwiedzenia w realu? Naprawdę warto!!! :)

 



piątek, 29 lipca 2016

Kraków widziany oczami Moniki, a ściślej, widziany przez obiektyw Jej aparatu.

Chodźmy więc przez te piękne miasto śladami naszej Koleżanki. Miłego spaceru:)

KRAKÓW



środa, 13 lipca 2016

Góry, nasze góry... . Bo czyż jest coś piękniejszego niż widok gór na tle błękitnego nieba, owce schodzące po stoku, bacówki, oscypki (mniam:) ) ..., jednym słowem pisząc... Zakopane, Tatry i okolice.

Właśnie z tamtych stron Ala przesyła wakacyjne pocztówki. Piękne kadry, widoki aż pod niebo, i zapach wakacyjnych dni. Miłego spaceru po teraźniejszości i kawałku historii.

 

 


20:21, sekcjabalans
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 lipca 2016

Czas wakacji, czas czasu spędzanego wedle własnych potrzeb i zachcianek. Jedni włóczą się po górach, inni po dolinach, jeszcze inni taplają się w wodzie, a jeszcze inni..., no właśnie.

Na działkach zbierają to co wyrosło, przerabiają na różne sposoby, by w zimowe (i nie tylko) dni, przynieść z piwnicy, odkręcić i się zajadać!

A że chytre nie są, to się z Balansowiczami dzielą, za co ci ostatni wdzięczni są!

A zbierają to wszystko w otoczeniu kwiecia i zapachów różanych, i właśnie z takiego miejsca, Lucynka, WAKACYJNE POCZTÓWKI śle!

Dziękujemy:)


16:22, sekcjabalans
Link Komentarze (2) »
wtorek, 28 czerwca 2016

W czasie wakacji możemy wrzucić na luz. Można zwolnić, można się zatrzymać i dostrzec to, co w biegu codzienności nam umyka.

Można podpatrzeć świat z bliska, i z jeszcze bliżej. Takie wakacyjne podglądanie przedstawia Monika.


Pocztówkowe, wakacyjne, makro, (i nie tylko):)



niedziela, 26 czerwca 2016

Wakacje mają Balansowicze, ale nie blog Balansowiczów. Nie będzie stał odłogiem, lecz prezentować będzie "pocztówki z wakacji". Balansowicze wiadomo, aparaty przy sobie mają, więc w każdym ciekawym miejscu ich używają. Wakacje ku temu sprzyjają, i jeśli coś godnego uwagi znajdą, zwolnią migawkę, fotkę podeślą mnie, a ja wstawię tu, na blogu, ku uciesze (mam nadzieję) odwiedzających!

Miłych wakacji i wspaniałych plenerów. A wpadnijcie tu czasami:)

....................................................................................................................................................................................


Jabłonka- stolica Orawy (region Orawa)


Chochołów



Beskid Żywiecki

Masyw Babiej Góry



piątek, 24 czerwca 2016

 

Ostatnie (przed wakacjami) czwartkowe spotkanie balansowiczów. Działka, grill, jedzonko na grillu, jedzonko na krzakach, pod krzaczkami, na drzewkach, w słoiczkach, i pudełeczkach. Co kto chciał, co wolał, co uszczknął, co zerwał, co z talerza zmiótł, lub kubeczka wychłeptał.

Rozsiedliśmy się przy gościnnym stole Kolegi i Jego Małżonki, i czekaliśmy grzecznie aż kiełbaski dojdą do stanu idealnego.


Jak już tego dokonały, zostały doniesione i można było się posilić!

Jak widać, Koleżanka zadbała o sprawiedliwym podziale sztućców, i każdy dostał co mu się należało.

Było miło, było smacznie i rozmowy przy stole przeplatały się z napojem i jadłem. 

 

Jak załatwiliśmy się z kiełbaską, doszła karkóweczka. Jej też nie było czego zarzucić, więc

podzielona sprawiedliwie, spałaszowana została szybko, pomimo potwornego upału!

Gdy jedzonko umościło się wygodnie w trzewiach naszych, bractwo zaczęło zwiedzanie posiadłości Kolegi! Jedni zwiedzali z aparatem w dłoni

Inni po ściżkach i na przełaj, to tam, to tu.

Nawet kartofle wzbudziły dziwne zainteresowanie, a gospodarz pomyślał...

nikt im nie powiedział że jeszcze nie czas na wykopki?

ale jak to mówią,"kto szuka, to i znajdzie", i znalazły..., kartoflane lilie:)

A żeby nie było, że tylko konsumpcyjne podejście do zajęć, to oto dowód, że praktyczne foto-zajęcia uskuteczniano!

jedni postawili na prostotę formy

inni na makówki,

na rośliny ozdobne,

inni, na rośliny jadalne, a jeszcze inni na...,

fotografowali tych, co fotografowali wyżej wymienione.

I tak..., przysiadano przy stole

pogadywano, dojadano słodkości upieczone i doniesione przez niezawodną Lucynkę, a komu słodkości nie pasowały, a wątroba pozwalała, to smakował kapustkę Kasi i ogórki kiszone Józka! A potem dla zdrowotności spacerek po działeczce!

podziwianie kompostnika,

i kolejne podziwianie wyżej wymienionego kompostnika

aż Gospodarz, czy to w obawie o kompostnik, czy o zdrowie (pełne słońce było) podziwiającej, skierował Oną w zacienione miejsce.

ale, nim miłośniczkę kompostnika wyprowadził w cień,

nie omieszkał się pochwalić, zmyślną kratką, po której to szanowne ogórki, będą się wylegiwać na słoneczku!

były...,  zdjątka "na pamiątkę"

był...,  "portret działkowicza"

były...,  poszukiwania "tego najlepszego kadru"

były...,  podchody "mam cię!"

było..,  " to nie ja, to ona!"

było...,  "ja wam pokażę jak to się robi telefonem!"


było..., "a jak zobaczy że mu to wyjadamy? "

było..., "my tylko zdjątka robimy, nic nie zrywamy!".

było...,"szpiegostwo dachowe"

i BYŁO BARDZO, BARDZO MIŁO, ZA CO KOLEDZE JÓZEFOWI PIĘKNIE DZIĘKUJEMY!

A gdy przyszedł czas ruszyć w drogę, pożegnałyśmy gościnnego Gospodarza, Jego piękną działkę, i tylko pająka nie pożegnałyśmy, bo pewnie miał nas dość, i się wyniósł na czas naszego pobytu.

Może nie lubi być fotografowany?



23:05, sekcjabalans
Link Komentarze (2) »
sobota, 18 czerwca 2016

Wystawa fotograficzna sekcji "balans",została uroczyście otwarta.

 

 

Było prawie jak zawsze, z tą różnicą, że nie tylko my fotki "otwieraliśmy",

 

ale i sekcja plastyczna, swoje prace uroczyście wystawiała.


Było więc, i fotograficznie i plastycznie.

Nieco zaskoczeni takim obrotem sprawy, wysłuchaliśmy miłych słów, gratulacji, zachęty do dalszych starań na "niwie", i zaproszenia na ciąg dalszy uroczystości.

Nim naród przeszedł piętro wyżej, (na wspomnianą, acz niespodziewaną uroczystość), udało mnie się parę kadrów zrobić, chodź przez spory tłok, łatwo nie było.

 


Gdy się trochę uspokoiło, zagarnęłam tych którzy spowolnili wyjście. Ustawiwszy ich pod ścianą, fotkę pamiątkową pstryknięto.

Tym razem, brak jest nie tylko tych co się szwendaczą  po świecie w ramach urlopowania, ale i kolegi Józefa, który był, ale nie na pamiątkowym kadrze, gdyż autorem takowego został.



Za to ja wreszcie mogłam się wpasować w uroczystą pamiątkę i nie dość że zaistniałam, to zobaczyłam że..., kurna!!!

Ale ja jestem kurdupel!!! Wszystkie na mnie z góry patrzą! A  wydawało mi się, że im dorastam do przynajmniej czubka koafiury! Oj malutka, malutka, malutka, jako.... . ech.

Ale wtedy jeszcze nie wiedziałam żem taka niska persona, i podreptałam z animuszem wielkim (i ciekawością, co też tam będzie) za resztą.

Żeby już odpracować com powinnam, to pstryknęła parę wiszących prac (te, których mi nie zasłonięto) na dowód, że

prace były i wisiały!



Nie wszystkie prace tu są, ale obiecuję, w następnym poście wstawić dobrze widoczne i wszystkie nasze wystawowe prace!

A teraz na górę, a tam na wejściu stół przystrojony i zastawiony! 

I tu od razu sprostowanie! Pani Ala nie wyjadała słodkości, tylko wody kropelkę uszczknęła, gdyż od przemawiania i wzruszenia zaschło jej w gardle, i gdy zwilżyła struny głosowe, dołączyła do uroczystości!

A tam..., Zakończenie Roku 2015/2016 w Szkole Talentów w Centrum Kultury w Żaganiu.

I tak, dowiedzieliśmy się, że, skończył nam się właśnie rok szkolny, że takowy mieliśmy, że zamiast cenzurek dyplomy dostaniemy i to nie hurtowo, ale każdy indywidualnie!

Nie tylko nasza sekcja FOTO tak została dowartościowana, ale wiele innych, czyli, wszyscy którzy z talentami własnymi, w CK się mocują!

Gdy przyszła kolej na nas, najpierw wywołano do "tablicy" naszą (jak to tu nazywali) Trenerkę!


Był kwiatek, był dyplomik, była rąsia, tylko rajstopek nie dali, ale to chyba przez to, że to nie ten ustrój, i nie to święto!

A że my też dowartościować Trenerkę chcieliśmy, więc kolega Józef, w imieniu nas wszystkich, kwiatostan, ze słowami dziękczynnymi wręczył!

Gdy Trenerkę uroczyście dowartościowaliśmy, przyszła nasza kolej i oczywiście, ruszyliśmy na środek zgodnym truchtem!


i się zaczęło..., wręczanie dyplomów ukończenia roku szkolnego 2015/2016!

Prawda jak to zgrabnie szło? Naściskano się rączek, na uśmiechano, na dygano grzecznie i ..., i okazało się że,...WAKACJE MAMY!!!

Z dyplomami w dłoniach, wysłuchaliśmy jeszcze paru słów,

a następnie, mieliśmy okazję zapoznać się z "wyczynami" innych sekcji! Było na co popatrzeć, czego posłuchać, i co oklaskami nagrodzić!

Po strawie duchowej (czytaj..., uroczystości), przyszła kolej na strawę kulinarną (czytaj..., przygotowany poczęstunek).


Ruszyło "bractwo" do stołu "szwedzkiego" w wydaniu żagańskim, a my? A my pomyśleliśmy..., co będziemy dzieciom smakołyki wyjadać! Schodzimy do podziemia, (czytaj do nas), i tam ugościmy się już we własnym gronie. Nie trudno nam się było poświęcić dla ogółu, gdyż nasz catering, jak zawsze niezawodny, zadbał o to, byśmy mieli co do ust włożyć!

Lucynka zrobiła rogaliki z nadzieniem, motylki, i ciasto, co to po raz pierwszy robiła, ale to jak zrobiła, to Geslerowa pewnie by piała z zachwytu. My nie pieliśmy tylko dlatego, że mieliśmy usta ciachem zapełnione.


Kasia za to, ciemną nocą (bo dnia Jej brakło), sernik poczyniła cudnej jakości! Nie dość że był to sernik nad sernikami, to jeszcze lekki jak puszek, i taki, że kolejne centymetry jak nic w obwodzie nam przybędą!

Tak! Jestem łasuch, i nie waham się do tego przyznać! Rogaliki jadłam, zagryzałam sernikiem, dojadałam tortowym, i ..., i cholerka! Znowu szlag trafił tygodniową dietę!!!

Od razu poszłam zerknąć, czy jeszcze mi oczy widać, ale skoro ja się widzę, to i oczy moje chyba też!

Jak już pierwszy napad łakomstwa zaspokoiliśmy, można było porozmawiać o ty i owym, i ponownie wrócić do konsumpcji, bo takie smaczne grzech zostawić!

 

jedliśmy, rozmawialiśmy, pstrykaliśmy zdjątka,



i popijaliśmy (oczywiście herbatkę, wodę i soczki)


i na koniec goście doszli i wreszcie mogliśmy zrobić wspólne zdjęcie na którym nikogo nie braknie. A jakim sposobem? Wystarczy komuś pokazać gdzie nacisnąć i gotowe!


Zdjęcie zrobił mój soniaczek, ale tym razem przyciśnięty nie moim paluszkiem! Prawda że zgrabnie wyszło?

Gdy "ku pamięci" pstryknięto, z wolna ruszyliśmy ku zakończeniu uroczystości. Co nie zjedzono to zabrano do domów, sprzątnięto, światło zgaszono, i przed rozstaniem ustalono!

Kolejne i ostatnie przed wakacjami spotkanie czwartkowe, zaliczamy w plenerze, przy pieczonych kiełbaskach, wśród kwiecia działkowego, czyli..., u Kolegi na działce!

Będzie nie tylko konsumpcja, ale i fotografowanie wszystkiego, co nie zdąży zbiec!

Kończąc! Chcemy podziękować wszystkim tym, którzy byli z nami w tym dla nas miłym, wystawowym dniu. Dzięki wielkie!

Do zaklikania za tydzień!

środa, 15 czerwca 2016
piątek, 03 czerwca 2016

Zagęszczenie prac widoczne.


Za dwa tygodnie otwarcie naszej wystawy, więc czwartek upłynął  na oprawianiu prac,  wynoszeniu na z góry upatrzone pozycje i ... wieszaniu!


No właśnie! Wieszaniu!

Niby wszystko jest, a jak co do czego, to braki wychodzą! Na przykład taki gwóźdź! Niby to nic wielkiego, ale jak nie ma, to na czym coś zawiesić?


"Houston! Mamy problem!!!".


Houston albo głuche, albo się na nas wypięło, więc trzeba było po swojemu, po polskiemu, czyli ... zakombinować!


Pan ochroniarz wyrzekł się jakiegokolwiek kontaktu tak jak i z gwoździem, tak i z młotkiem, reszta pracowników pałacowych już po pracy, no to...,


Kolega wyciągnął męskimi palcami gwóźdź na którym nic obecnie nie wisiało, i problem z gwoździem zażegnany, ale pozostał problem wbicia ustrojstwa w listwę!


Pięścią się nie dało, więc poszłam szukać czegoś twardszego. Znaleźć takie cóś koło pałacu? Wysprzątane, wyczyszczone, a kamyczki na rabatkach i za małe i za lekkie!


Koło drzewa jest wprawdzie jakiś kurhan z kamieni usypany, ale scalone na amen!


Podłubałam, popukałam, prawie się już zębami miałam w to to wgryźć, gdy jeden kamolek drgnął! Jak drgnął, to już reszta pikuś! 


Z dumą wielką dostarczyłam kamolka, który z miejsca został w postaci młotka wykorzystany!


Koleżeńskość była mi wdzięczna, plomby moje również (wszak wgryzać się w kurhan nie musiały), a prace mogły zawisnąć w komplecie!


Za tydzień kolejnych parę prac zawiśnie, a 17 czerwca, będziemy się nimi chwalić oficjalnie!


Póki co, dostarczam nasze prace do wglądu blogowego!


Że nie do końca widać co i jak?


Fakt że portrety mocno nie wyraźne, ale takie trochę zwariowane to dlatego, byście się zaciekawili i nas odwiedzili.


Gdy staniecie przed pracami, gdy odbicie światła zniknie, wtedy poznacie naszych portretowych bohaterów!


A może i jaka kawka z dokładką się znajdzie????


I chodź do otwarcia jeszcze 2 tyg, to możecie się już dziś czuć zaproszeni!:))))

niedziela, 22 maja 2016

I wałkujemy portret nadal, jak ciasto na makaron! Zostało nam 2 tygodnie i wieszamy! Co , a raczej kogo powiesimy? Co kto wybrał, kto co sobie wymyślił i zrealizował. Największe trudności z modelami, a przecież portret bez tego nie powstanie. Kombinujemy więc jak się da, i ruszamy własne zasoby, czyli robimy jedni drugim. My też ludzie, więc tematycznie mieścimy się w temacie. 

TYLKO CIASNO NAM TU JAK DIABLI! NO SAMI ZOBACZCIE W JAKICH WARUNKACH PRACUJEMY? Pod jedną ścianą pół kuli z napisem "nie dotykać!", pod drugą półki i komputery, pod trzecią biurka, a pod czwartą, a raczej na czwartej wielgachne okno! I rób tu człowieku dobry kadr! Tak jest gdy nas nie ma w komplecie! Jak jest komplet, to miejsca jeno na stanie!

Cóż, na stojąco też można i pozować, i fotografować! Nie można? no to zobaczcie!

a nie mówiłam że ciasnota?

 

a my w tej ciasnocie i miejsce na uśmiech i na majowy bez znaleźliśmy! Tacy jesteśmy, a co!

21:16, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 maja 2016

Kolejny czwartek zagrzebany w portretach.

Nie do wiary, jak trudno zrobić portret, który nadawałby się na powieszenie! To za mdły, to bez charakteru, to format nie ten, a to nie ma kogo sportretować. I tak, kolejny tydzień zbierania materiału na wystawę, kolejne dyskusje czy się na da, czy nie, i po raz kolejny balansowiecze słyszą.... " musicie się postarać i pośpieszyć, przecież ja też muszę mieć czas by prace z kompa, przenieść na papier!"

I racja! Jak się do tego doda jeszcze przygotowanie prac do powieszenia, wieszanie itd, to czasu staje się niewiele!

Tak więc, ćwiczyliśmy, a raczej ćwiczyli inni ( mój aparat na zajęciach był, jeno bateria od niego została w ładowarce, i pochrapywała sobie smacznie w w domu), portretowanie, a relację z zajęć oglądać możemy dzięki Józefowi, który podjął się zrelacjonowania prac nad portretem.

I na koniec żeby nie było, że nie było!

Lucynka znowu upiekła ciacha, i moja dieta tygodniowa pooooooszła w czortu mać! Ale co tam, ciacho z rabarbarem było warte tej tygodniówki:) mniam!!!!!:))))

A teraz to co było czyli, oglądanie doniesionych prac, i trening portretowy!


 

jedni w monitor, drudzy w telefon, ale każdy gdzieś zerka!

czasem trzeba się mocno sprężyć by dostrzec piękno:)

a może by uciąć trochę głowy? będzie ciekawiej!

to tniemy po grzywce, czy po czubku owłosienia?

Hmmmm, no nie wiem....

taki przycięty też ładnie wygląda, prawda?

zabierać te butle z wodą! aparaty nowe tu leżakują!!!!!!!!!!!!!!!!!

portret w poziomie też brzmi dobrze!

a ja tam wolę w pionie, zawsze to więcej widać!

a ja już zaliczyłam, więc mam luzik! :)

20:01, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 maja 2016

Kolejny czwartek i kolejne zadanie zaliczane. W związku z tym, że tematem wystawy, a co za tym idzie, i zbieranie materiału, to portret człowieka ( w dowolnej postaci), więc żeby nie utrudniać i nie odrywać ludzi od pracy, zadaniem był również człowiek, tyle że z dodatkiem..., kwiatem w liczbie pojedynczej lub mnogiej. 

Zadanie wykonano, choć prac nie za wiele, gdyż, skupienie nad zbliżającą się wystawą jest spore. Wystawa ma priorytet, a co za tym idzie, zadania domowe zaliczamy, choć może bez należytego parcia na ilość. (ale zaliczamy!)

Co zaliczyliśmy? a no to:

Jak zawsze, pierwsze prace naszej Pani Ali, czyli naszej przewodniczki po fotografii.

Jest i kwiat( w liczbie mnogiej) i nadobna dzieweczka, więc...,

pięknie wyszło!


autoportret nie łatwo zrobić, więc kwiatki...


dodano osobno (zadanie.. portret z kwiatkiem..., zaliczono!)

 

Kolejny autoportret..., czyżby modeli brakło?

i kolejna roślinka!

 

z kwiatkiem nad głową i uśmiechem na twarzy:)

waćpan ci ja!

 

na biało-żółto

i na niebiesko


z wiosną na głowie


pączki

 

mam wianuszek dziergać?

mówiłam że będzie za duży!!! no to mam naszyjnik!


w poszukiwaniu odpowiedniego kwiecia

z podziękowaniem za wspólną sesję:)

po pracy się należy!

I tym optymistycznym akcentem (i życiową prawdą), kończymy przegląd ludzi i roślinek, i jak zawsze zapraszamy za tydzień!

Miejcie dobry dzień!


czwartek, 28 kwietnia 2016

Deformacja - zmiana kształtu lub form przedmiotów w stosunku do ich pierwowzorów istniejących w rzeczywistości. 

To tyle jeśli chodzi o definicję DEFORMACJI, która to była zadaniem domowym na ten tydzień.

Może nie jest to prosty temat, ale po sławetnym "Morfeuszu", znacznie zyskał na łatwości. Jak "balansowicze" postrzegają deformację, i gdzie udało im się ją znaleźć?

A no właśnie tak!

Zaczniemy przegląd od prac naszej Instruktorki Alicji. Z.

Jej interpretacja tematu jest jak zwykle nacechowana przemyśleniem, świetnym wykonaniem i dużym poczuciem humoru!

Kiedyś i my też tak będziemy umieć:)))))

ale oko pozostałe prawie nie naruszone:)

czyżby Sherlock Holmes?

taka trochę skośnooczkowa?

 

coś jakby odnóża dolne koledze się sfilcowało!

a "Frania" tak by nie z deformowała!

i popłynął ścieg! Ciekawe ile procentowe to w kieliszku było?

 

tak to jest gdy ratusz ląduje w kałuży!

i odczytaj człowieku która godzina! w życiu!

I jak tu oprzeć rower o taką latarnię?

a styropian też jest?

no to się powykrzywiało!

 

słoneczne deformacje?

pod Watykanem

 

dłonie drzewa

gdy drzewo kamień w objęcia bierze

drzewo głazy

i wygięło człowieka!

 


Kosmos zdeformowany


 

na

nakrótko

na długo

na podłodze

 

zgubiona faktura

 

przyspieszony przyrost

lustereczko, lustereczko, powiedz mi przecie.... .

prawdą w oczy

do wszystkiego trzeba mieć nosa!

w powiększeniu zyskuje na urodzie!

i jak tu nie zaglądnąć w oczy?

 

budowniczowie mostu jak nic byli po piwkach!

ot takie sobie sosny

zaparkowane kamieniczki

odlotowo , samolotowo

wypukły świat

zdeformowane skrzyżowanie

gdy domy wsiadają do samochodu

szklane domy

I toby było na tyle w temacie DEFORMACJI. Powyginaliśmy troszeczkę, prawda?

Zapraszamy za tydzień. Będą człowieki!!!

21:16, sekcjabalans
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2